O mnie

Jestem lekarzem weterynarii, ale przede wszystkim pasjonuje mnie szeroko pojęty dobrostan- przede wszystkim psa, ale nie tylko. Poczynając od tego, co jako pierwsze przychodzi nam na myśl słysząc słowo „dobrostan”, czyli od właściwych warunków utrzymania i żywienia (psa), aż do behawioryzmu i metod szkolenia (psa). Regularnie kilka razy w roku (a średnio to nawet co miesiąc) uczestniczę w przeróżnych warsztatach, seminariach czy szkoleniach prowadzonych przez specjalistów i uwielbiam dowiadywać się czegoś nowego.

Z psami związana jestem bardzo długo- zaczynałam jako przedszkolak od pierwszego wymarzonego psa, poprzez psy rodzinne (i podwórkowe), aż do chwili obecnej i życia dzielonego z 3 (i 4 w drodze!) psami. Kynologią zaczęłam się interesować w momencie jej dynamicznego rozwoju w Polsce- mogę wręcz powiedzieć, że rozwijałam się razem z polską kynologią 😉 Na swoim pierwszym prywatnym (tylko moim, mieszkającym ze mną w studenckim mieszkaniu) psie testowałam tradycyjne metody szkolenia. Następnie zafascynowałam się nowością, jaką była Jan Fennell wraz ze swoją teorią dominacji (która wcale nie była taka jej, bo o tym samym trochę wcześniej mówił John Fisher)- po dziś dzień uważam, że to właśnie paradoksalnie Fennell wyzwoliła nasze psy spod jarzma korekty i kolczatki. Bo wprawdzie dostaliśmy bzdurną przecież metodę Alfy, ale zarazem Jan Fennell zdjęła odpowiedzialność za złe zachowanie z psa (on tylko dąży do dominacji celem poczucia bezpieczeństwa) i przełożyła je na człowieka (za mało się starałeś, za krótko jadłeś przed psem, za mało ignorowałeś itd. To Ty pokpiłeś sprawę nie stając się Alfą), a poza tym gorąco potępiała wszelkie fizyczne dominowanie psa. Ja osobiście z dominacją pożegnałam się w momencie problemu z moimi dwoma już sukami, którego nie mogło rozwiązać „dominowanie” i zaczęłam szukać alternatywy- którą znalazłam w klikerze. Kliker przyniósł ze sobą coś całkiem nowego- dla mnie kliker to nie była metoda, tylko cała filozofia postępowania z psem. Nagle okazało się, że ten mój pies to wcale nie myśli po nocach o tym tylko, jak mnie by tu z tronu zrzucić i wejść w moje kapcie 😉 Że istnieją badania o tym, jak się psy uczą, jaką mają strukturę socjalną (psy! nie wilki) i że naukowcy już od kilkudziesięciu lat z powodzeniem stosują metodę pozytywnego wzmocnienia do nauki wielu gatunków zwierząt (ostatnio widziałam filmik o aligatorach uczonych w ten sposób) pożądanych zachowań. Tak, kliker otworzył przede mną całkiem inny świat, w którym siedzę do tej pory. W każdym bądź razie mój kolejny pies robiony był już tylko klierowo. I dzięki klikerowi poznałam Turid Rugaas- autorkę opracowania tzw. sygnałów uspokajających. I tak zaczęła się moja przygoda z podejściem dog-oriented, czyli podejściem mającym na celu ograniczenie stresu w życiu psa (czyli kliker absolutnie nie, bo stresuje 😉 ). Oczywiście, to nie jest podejście bezstresowe, bo tak się przecież nie da, ale dog-oriented za cel bierze uczynienie życia psa jak najmniej stresującym i zaspokajającym jego potrzeby. Obecnie jestem na rozdrożu- nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem dog-orientetowcem, bo nie jestem- biegam z psem, biorę udział w zawodach czy wystawach, ale przygoda z dog-oriented odcisnęła na mnie duże piętno. Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, jak duże znaczenie ma dla mnie dobre samopoczucie psa w każdej sytuacji- podczas podróży, w domu, na zawodach, wystawie, warsztatach szkoleniowych czy podczas wizyty gości. Ale też z przyjemnością na te wystawy i zawody jeżdżę- razem z psami. Bo te psy to przecież pasja jest!

Jeśli chodzi o sporty, to z każdym psem uprawiałam jakąś dyscyplinę. To, że nie poświęciłam się jednej jedynej związane jest przede wszystkim z tym, że dobierałam sport pod psa, a nie psa pod sport- oprócz obecnie mojego najmłodszego, świadomie wybranego psa, wszystkie pozostałe po prostu się trafiały. A że ten dobrostan taki ważny, to robiłam z nimi to, co im pasowało. Tak więc miałam przygodę z agility, frisbee, tropieniem, obedience,  sportami siłowymi… I jeszcze sporo przede mną, więc być może za jakiś czas przyjdzie czas na labradora i dummy 😉 Ale póki co dość mocno- i chyba na zawsze- pochłonęło mnie tropienie użytkowe i nosework. Na tyle, że wkrótce zawita do mnie kolejny pies, również starannie wybrany właśnie pod kątem używania nosa. A Rally-O też mnie pasjonuje, bo jest świetnym dodatkiem do każdego użytkowania psa. A kto wie, czy dzięki nowemu psu nie poznam jakiejś kolejnej dyscypliny?

Szkolenia, w których brałam udział: tutaj