Socjalizacja

O socjalizacji popełniono już tysiące wpisów, sama mam na sumieniu kilka 😉 Jednak ten wpis ma dotyczyć tego, jak wyglądała socjalizacja Aorty, żeby nie było, że naprawdę NIC z nią nie robiłam 😉 W naszym przypadku socjalizacja sprowadzała się w zasadzie do normalnego życia- jako że moje psy aktywnie w nim uczestniczą i jeżdżą ze mną wszędzie gdzie tylko się da 😉

  1. spacery grupowe- o spacerach pisałam tutaj, w przypadku szczeniaka tylko wspomnę, że okazja do poznania różnych psów spoza stada jest nie do przecenienia. Należy tylko ostrożnie wybierać te inne psy, aby się nie okazało, że nasz pies nabawi się traumy 😉
  2. seminaria- jak tylko się dało zapisywałam siebie wraz z Aortą na różnej maści seminaria. Oczywiście, ze szczeniakiem, często bardzo nieletnim niewiele mogłam skorzystać w sensie szkoleniowym, ale każde seminarium to ogromne pole do socjalizacji i nauki. Bo seminaria to podróż, nowe miejsce, obcy ludzie, inne psy, często długie oczekiwanie na swoją kolejkę- a więc lekcja klatkingu w praktyce 😉 . Poza tym na seminarium pies uczy się pracować w różnych warunkach i rozproszeniach ze swoim człowiekiem. Do tego dzięki seminariom Aorta mogła rozpocząć pod okiem najlepszych fachowców swoją przygodę z tropieniem użytkowym (Roksana Moska), detekcją zapachów (Wesley Visscher) i obedience (Magdalena Łęczycka, Patrycja Sztukarewska i Agnieszka Filar), które zamierzamy mocno kontynuować. Ale była też na seminarium sztuczkowym, fitnesowym, zabawkowym i poddała się masażom 🙂

  3. wystawa- jako że Orta powinna zostać poddana ocenie przez sędziego psów rasowych, postanowiłam w ramach socjalizacji pokazać Ortę na wystawie w Katowicach w klasie szczeniąt. Pokazała się doskonale, w konkurencji z siostrą zajęła pierwsze miejsce, spotkała brata a ja już wiem, że wystawy nie będą dla niej dużym wyzwaniem.
  4. wyjazdy i wycieczki- jako że biorę Aortę wszędzie ze sobą toteż była: w stajni, na Wigilii końskiej, w górach, jechała wyciągiem, w Berlinie- w którym jeździła metrem, tramwajem i autobusem, zwiedziła Weihnachstmarkt, na placu zabaw, na treningu piłkarskim i… w wielu jeszcze różnych miejscach 😀

Lassie, wróć!

Za jedną z najważniejszych, o ile nie najważniejszą psią umiejętność uważam bezwzględne wracanie na wołanie. Od czasu kiedy 14 lat temu moja adoptowana Tola poszła w długą za sarną i już nigdy nie wróciła poświęcam temu tematowi całą swoją uwagę i ogromną ilość czasu.

DSC_1088

Cały problem w tym, że nasze psy są cały czas drapieżnikami i polowanie mają we krwi, toteż całkowicie bezwiednie ruszają w pogoń za sarną, kotem czy zającem. Do tego część psów autentycznie traci słuch- po prostu cały pies tak bardzo skupia się na czynności, że pozostałe zmysły, odsunięte na dalszy plan, przestają funkcjonować. Toteż częstym problemem przy nauce wracania na wołanie, zwłaszcza z pogoni jest nie tyle posłuszeństwo psa, co sprawienie, by zmysł słuchu się nie wyłączał.

15874969_1437215006297600_4372164352662629158_o

Ja pracę nad wracaniem zaczynam od pierwszych dni w nowym domu, często wykorzystując do tego pozostałe psy, które oczywiście mają już doskonale to wypracowane. Dlatego z Aortą przez długi okres czasu nie było problemu- na każde wołanie wracała chętnie ,wszak wiązało się albo ze smakami, albo z zabawą (tylko czasami kończyło się zapięciem na smycz tylko po to, by po paru krokach spuścić ze smyczy ponownie). Stopniowałam też i rozproszenia, z których ją odwoływałam i rodzaj nagród- za zwykłe przywołanie była kulka suchej karmy, za to za odwołanie się od Veny (o tyle łatwe, że Vena odwołuje się zawsze, wszędzie i od wszystkiego- nawet od emocjonującej zabawy ze szczeniakiem, w związku z czym szczeniak nie miał wyboru bo bawić się z kim już nie było) nagrodą była na przykład zabawa w szarpanie, albo surowy boczek w ilości hurtowej. Kilka razy udało się grupowe przywołanie w obecności galopujących saren, ale do czasu… aż Aortka dorosła na tyle, by samodzielnie i na własną łapę podjąć decyzję o pogoni za uciekającą sarną (na usprawiedliwienie dodam, że sarna wyskoczyła dosłownie nam spod nóg). Całe szczęście że może i dorosła do pogoni, ale nie dorosła jeszcze do oddalenia się od maminej spódnicy, toteż zanim skończyłam wykrzykiwać „ja ci dam cholero sarny, ja ci dam!!!” uśmiechnięta od ucha do ucha wróciła grzecznie do mnie. Cóż było robić… stało się, pogoń się udała i była samonagradzająca się, ale nie wszystko jeszcze stracone. Toteż od następnego spaceru zaczęłam jeszcze intensywniej pracować nad przywołaniem, udało się kilka razy odwołać zaciekawioną sarnami Aortę, baaa! ze dwa razy odwołałam i sowicie nagrodziłam Aortę, która już w pogoń ruszyła. Po czym po jakimś miesiącu kolejna zagubiona w rzeczywistości sarna postanowiła ewakuować się w odległości takiej, że jakbym się postarała, to mogłabym ją po tyłku pogłaskać. Oczywiście Aorta nie mogła się powstrzymać i poszłaaaaa… I znów wróciła wielce uradowana po zaledwie 30 sekundach (no cóż, jeszcze mamincórcia). Zaczęło się robić niebezpiecznie, toteż w użycie poszła linka- od tej pory Aorta na spacerach była tylko albo na smyczy, albo puszczona, za to z przypiętą linką (za wyjątkiem miejsc, gdzie wiem, że saren nie ma). Nie ukrywam, że jest to wielce uciążliwe- linka się plącze, zahacza, trzeba się pilnować by przypadkowo nie nadepnąć, do tego jest brudna. Ale też z doświadczenia nie tyko swojego wiem, że jest całkiem skuteczna, tylko czasochłonna- z Elzą praca trwała pół roku, zanim mogłam podjąć decyzję o wyeliminowaniu linki z codziennego życia. Ale pół roku pracy spowodowało, że przez następne lata nie miałam NIGDY najmniejszego problemu z pogoniami, ucieczkami i nieodwoływalnością… no dobra- do czasu aż Elza dosłownie ogłuchła, ze starości 😉

DSC_1044

Na tę chwilę z Aortą praca idzie bardzo dobrze- przestała głuchnąć na widok saren, choć nadal widać, że są dla niej pasjonujące. Coraz lepiej się skupia na zadaniach, które jej zadaję w obecności saren. Odwołała się z jednej pogoni, ale też od kiedy jest linka nie trafiła nam się żadna bezczelna sarna 😉 W każdym bądź razie linka jeszcze trochę będzie w użyciu, zanim odważę się sprawdzić efekty mojej pracy- bo muszę być wystarczająco pewna tego, że praca jest skończona z sukcesem. Znajoma pani trener zaleca i stosuje linkę u wszystkich (swoich i tych trenowanych) psów od wieku 6 miesięcy do około 12-16 miesięcy, w zależności od psa.

Oczywiście mogłam wybrać łatwiejszą, mniej czasochłonną, oraz- jak twierdzą niektórzy- mniej stresującą (tutaj bym polemizowała w zależności od psa, szkoleniowca linkowego i szkoleniowca OE) metodę, czyli obrożę elektryczną. Jak już gdzieś kiedyś pisałam- mam do OE mieszane uczucia, zdaję sobie sprawę że są psy, właściciele i problemy, przy których użycie OE jest rozsądną opcją. Bardzo często mocno zakorzeniona i wielokrotnie (samo)nagradzalna pogoń jest jednym z takich przypadków, kiedy użycie OE bywa potrzebne. Ale nie uważam żeby przy młodym, niewyuczonym jeszcze psie, na samym początku nauki trzeba było brać pod uwagę OE. Poza tym nie jest to metoda, którą kiedykolwiek chciałabym zastosować na swoich psach i wolę powoli i spokojnie zrobić wszystko, żebym do takiego wyboru nie została zmuszona.

DSC_0829

Spacery grupowe: +100 do stresu ;)

Wyobraźcie sobie, że idziecie z dzieckiem na ogromny plac zabaw. Dzieciaków jest kilkadziesiąt- starsi chłopcy szaleją w małpim gaju, kilku gra w piłkę, paru biega. Część dzieci zjeżdża na zjeżdżalni, inne lepią zamki w piasku, dziewczynki bawią się w dom (a fe!! Ty antydżenderze 😛 ). Oczywiście, jak to między dziećmi- a to się pobiją o łopatkę, a to popchną, a to pokłócą… Ale zaraz zabawa zgodnie rusza dalej. Aż nagle na plac wpada Andrzejek- starszy, z lekka otyły chłopczyk, który w dzikim pędzie wpada do piaskownicy i rozdeptuje zamki. Jeszcze zaskoczone dzieci nie zdążyły ryknąć, gdy Andrzejek wyrwał jednej dziewczynce lalkę, drugą pociągnął za włosy, trzecią popchnął, po czym wykopał piłkę za teren placu zabaw, dał w nos starszakowi i sypnął piachem maluszkowi… I tak cały czas. Tato nie reaguje, bo wie pani, on tak tylko się bawi, poza tym to jest chłopak, musi się wyszaleć, a jego matka to qrwa, zostawiła mnie dla dentysty i Andrzejek bardzo to przeżywa…
Część rodziców zabiera dzieci w bardziej odległe miejsca placu zabaw, a część zostaje, bo albo ich dziecko Andrzejkowi odda, albo uważają, że przecież życie to nie bajka i niech się uczą.

Straszne, prawda? Coś takiego wydarzyło się ostatnio, tylko że nie dotyczyło dzieci, a psów. Udałam się  na grupowy spacer nad zamarznięty zalew. Przyjechało kilkadziesiąt psów- część już się znała, kilka było nowych, ogólnie psy bardzo fajnie się porozumiewały. Aż wpadł między nie- no właśnie, kto zgadnie, jakiej rasy był pies?  Wpadł i z zębami na wierzchu podleciał do pierwszego z brzegu psa, jazgocząc pokłapał mu zębami przed nosem i poleciał do następnego… i następnego… i kolejnego… A jak mu się udało jakiegoś skotłować, to brał go między łapy i gnoił. Właściciel- oczywiście, nie reagował, zresztą na smyczy miał drugiego, który najwyraźniej był jeszcze gorszy, bo cały spacer przeszedł na uwięzi. Na szczęście większość psów po pierwszej konsternacji zaczęło się bawić dalej, kuląc się tylko na chwilę, jak „Andrzejek” podbiegał. Czasem pan postanawiał reagować, wołając: „Andrzejek tak nie wolno,chodź, no chodź”- oczywiście, Andrzejek miał pana w nosie. Wraz z grupką osób zostaliśmy z tyłu, ale cały czas było słychać, że Andrzejek właśnie kogoś dopadł.
Morału nie ma, ale cały czas nie mogę dopatrzeć się celu zabierania takiego psa na grupowy spacer, bo ten pies niczego się nie nauczył- nie mógłby z takim poziomem emocji, poza tym nikt nawet nie próbował go czegokolwiek nauczyć! Jeżdżąc z małą Veną na spacery grupowe widziałam psa tej samej rasy, który też miał ogromne problemy z emocjami i rzucał się do każdego psa. Właściciele cały czas z psem (na smyczy!) pracowali i ze spaceru na spacer było widać postępy. W przypadku Andrzejka może być tylko gorzej, a ile psów w międzyczasie „zepsuje”? Zniechęci? Ech…

W zasadzie nie jestem wielką fanką spacerów grupowych. Baaa, kiedyś byłam ich ogromną przeciwniczką, ale teraz dopuszczam spacery grupowe w pewnych sytuacjach. Na pewno są lepsze niż place zabaw dla psów!!! I są psy, które świetnie się odnajdują na takich spacerach. Ale jest cała masa psów, która tego nie lubią, nie odnajdują się i dla których spacer, w ogromnej ilości psów, jest po prostu stresujący. Problem w tym, że niewielu, naprawdę niewielu właścicieli jest w stanie zaobserwować u swojego psa objawy ewidentnego stresu i „nielubienia”. Jeszcze mniej jest w stanie zrezygnować dla dobra swojego psa z takich spędów- bo pies wraca z takiego spaceru dosłownie wypompowany, jeżeli nie fizycznie, to na pewno emocjonalnie. I potem cały dzień go nie ma w domu, fajnie, co nie? Jeżeli spacery grupowe fundowane są takiemu psu od czasu do czasu, to nie jest to ogromnym problemem, ale bardzo często na takie spacery chodzi się przynajmniej co tydzień.

Z drugiej strony takie spacery są świetne dla psów problemowych- jeżeli wiemy jak pracować z takim psem! Tak samo w przypadku szczeniąt i młodzieży- pies ma okazję poznać mnóstwo różnych psów, pokomunikować się, poszaleć. Ale tak samo- właściciel musi wiedzieć, kiedy jego pies czuje się zagrożony, kiedy sytuacja go przerasta, jak mu pomóc i jak zaaranżować środowisko, by pies ze spaceru wyciągnął same pozytywy, oraz jak zniwelować ewentualne złe skutki.

Sama idea spacerów grupowych jest świetna: ot, mamy grupkę ludzi z psami, którzy spędzają razem czas- jeżdżą na dogtrekkingi, w góry, itd. Psy się znają, lubią. Umawiają się na dłuższy spacer. Spacer był super, psy zadowolone, ludzie też. Więc umawiają się na następny- kilka osób przyprowadza znajomych z kolejnymi, przyjacielskimi psami. Grupka się rozrasta, ciężko się umawiać za pomocą poczty pantoflowej, więc powstaje strona na fb. Ale właśnie w związku z tym, że strona jest publicznie dostępna, powstają regulaminy, zasady i porady jak sprawić, by spacery nadal były przyjemnością dla wszystkich. Zaczynają się pojawiać osoby z psami problemowymi- albo w asyście szkoleniowców, albo przeszkoleni, jak mają z psami pracować. I cały czas jest fajnie. Do momentu, w którym wpada Andrzejek… Przy czym założę się, że Andrzejek w parku czy na osiedlu też tak wpada, bo przecież nikt go na smyczy nie trzyma… A tak z mojego doświadczenia spacerowego na co dzień i grupowego (byłam na 5 spacerach w grupach po kilkadziesiąt psów) wynika, że na tym grupowym psy są po prostu fajne, podczas gdy na co dzień wolę unikać cudzych psów…

Można się jeszcze zastanowić nad spacerami w mniejszej grupie znanych psów- ale z własnego doświadczenia wiem, że ludzie nie potrafią czytać własnego psa bez względu na to, czy są n spacerze z 3 innymi, czy z 30 innymi 😉

Dlatego ZAWSZE należy BARDZO ROZWAŻNIE podejmować decyzję o tym, czy aby na pewno nasz pies się kwalifikuje na spacery grupowe- i zrezygnować, jeżeli widzimy, że pies sobie nie radzi, albo jego „radzenie sobie” okupione jest ogromnym stresem. Bo w końcu spacer- ma być przyjemnością. I tego się trzymajmy!

Koszmarna bajeczka czyli pies w naszym świecie

Wyobraź sobie, że żyjesz na planecie, której mieszkańcy są znacznie bardziej zaawansowani w rozwoju intelektualnym od ludzi. Istoty te, nazwijmy je gormami, trzymają ludzi w domach jako zwierzęta domowe. Porozumiewają się między sobą za pomocą telepatii, ruchów oczu i pisków o wysokiej częstotliwości – żadnego z tych sposobów ludzie nie rozumieją ani nie potrafią się nauczyć, bo ich mózgi nastawione są tylko na komunikację werbalną. Jedyne, co człowiek może pojąć z „języka” gormów, to skojarzenie pojedynczych dźwięków z następującymi po nich wydarzeniami. Ludzie i gormy przyzwyczajają się do siebie. Gormy oczekują, że ludzie będą się stosować do przyjętych w ich świecie reguł, choć wcale nie łatwo je zrozumieć.

puppy-316642

     Miałeś to szczęście, że mieszkasz z gormami w ich domu: bowiem większość trzymanych przez nich ludzi spędza całe życie na łańcuchu i w budzie. Nudzą się strasznie, toteż każde zbliżenie gorma wywołuje u nich prawdziwą eksplozję emocji. To jednak tylko potwierdza podejrzenia gormów, że tak pobudliwa istota nie nadaje się do trzymania w domu.    

greece-169242

Dom, który dzielisz ze swoimi gormami, pełen jest porcelanowych mis ze spłuczkami, jednak za każdym razem, gdy próbujesz którąś z nich wykorzystać w oczywistym dla ciebie celu, najbliższy gorm rzuca sie na ciebie z krzykiem. Szybko uczysz się, że możesz korzystać z toalety tylko wtedy, gdy w pobliżu nie ma żadnego gorma.
Kary spotykają cię także za oglądanie telewizji, czytanie niektórych książek, pisanie listów, rozmowę z innymi ludźmi, zjedzenie pizzy czy sernika…Gormy uważają to za niewłaściwe zachowanie, które trzeba zwalczać. Żeby od tego nie oszaleć, czekasz, aż wyjdą z domu i wtedy robisz to, co ci się podoba.

pug-375462

 Kiedy gormy są w domu, na wszelki wypadek siedzisz cicho i patrzysz prosto przed siebie. Gormy widzą, że w ich obecności potrafisz zachowywać się grzecznie, a jednocześnie wiedzą, że wtedy, gdy ich nie ma, dopuszczasz się rozmaitych „występków”. Chcą to jakoś wytłumaczyć i dochodzą do wniosku, że to pewnie dlatego, że tak bardzo za nimi tęsknisz i nie chcesz być sam. Wyprowadzają cię na spacer kilka razy dziennie, a przed wyjściem z domu zostawiają krzyżówki, żebyś miał się czym zająć. Nie tykasz ich, bo nie cierpisz rozwiązywania krzyżówek, ale gormy sa pewne, że robisz im na złość.

dachshund-672780_1280

     Najgorsze w tym wszystkim jest to, że lubisz swoje gormy. Często są dla ciebie całkiem mili. Ale gdy uśmiechasz się do nich lub wyciągasz rękę, spotyka cię kara. Innych ludzi nie widujesz od czasu, gdy byłeś dzieckiem. Owszem, zdarza ci się zobaczyć jakiegoś z daleka, czasem spotkać na ulicy. Miałbyś ochotę na bliższą znajomość, ale nie bardzo wiesz, jak się zachować. Gormy zresztą starają się unikać tego typu spotkań, toteż twoje zdolności interpersonalne nie mają się jak rozwinąć.
     Zabierają cię na szkolenie. Tam niemal co chwila jestes szarpany metalowym łańcuszkiem, tak że aż tracisz oddech. Gormy są pewne, że doskonale rozumiesz każdy ich pisk, bo czasem robisz dokładnie to, czego chcą. Jesteś sfrustrowany, znerwicowany i nie cierpisz tego całego szkolenia. W końcu któregos dnia zdarza się, że jesteś w wyjątkowo podłym nastroju, a tu nagle gorm zmierza do ciebie z łańcuszkiem w ręku. Masz tego dosyć, nie masz najmniejszej ochoty być po raz kolejny szarpany i najostrzejszym głosem mówisz gormowi, żeby zostawił cię w spokoju. Jest w szoku, przecież nigdy na niego nie krzyczałeś. Sądził że jesteś milutkim zwierzątkiem, a tu taki zawód!
     Gormy pakują cię do jednego ze swoich pojazdów i wiozą w nieznanym kierunku. Dojeżdżacie do jakiegoś budynku; po wejściu do środka uderza cię smród ludzkiego potu i ekstrementów. Dokoła w klatkach, siedzą ludzie – zdenerowani, załamani, pobudzeni widokiem nowo przybyłego. Twoje gormy, z którymi spędziłeś wiele lat życia, oddają cię innemu gormowi w białym kitlu. Słyszysz jak twoje gormy odjeżdżają. Gorm w białym kitlu przytrzymuje cię, czujesz lekkie ukłucie…zostałeś zgładzony w tak zwany humanitarny sposób.

dog-142668_1920

Jean Donaldson “Pies i człowiek. Jak żyć zgodnie pod jednym dachem”

Winter is comming

keeshond-692658_1920

Od kilku dni zima przypomina o sobie falą dość porządnych mrozów- temperatury w ciągu dnia osiągają nawet -15 stopni Celsjusza, a wiejący wiatr powoduje, że temperatura odczuwalna jest nawet kilkadziesiąt stopni niższa! W mediach pełno informacji o zamarzniętych ludziach i, niestety, zamarzniętych psach. Dlatego oto kilka propozycji, jak pomóc zwierzęciu przetrwać mrozy:

  1. ubranko- zawsze uważałam ubrania za ludzką fanaberię i do dziś śmieszy mnie widok psa z obfitym podszerstkiem przy temperaturze oscylującej wokół zera ubranego w kubraczek. Zazwyczaj są to psy ras małych lub miniaturowych i zazwyczaj ubranko jest najnowszym krzykiem psiej mody (tak tak, psia moda bardzo prężnie się rozwija, a poważni projektanci ludzcy co sezon mają w swojej kolekcji coś dla pieska). W ogóle panuje teraz moda na ubieranie psa, a kto nie ubiera, ten nie kocha 😉 A z drugiej strony barykady są prawdziwi miłośnicy psów dbający o psi dobrostan, którzy bez litości krytykują ubieraczy nazywając ich „pseudomiłośnikami”. Więc jak to jest z tymi ubrankami? Ano tak, że zdrowy, w sile wieku, dobrze odżywiony i posiadający podszerstek pies nie powinien mieć problemu z tolerancją mrozu. Te trzymane na podwórku wytworzyły sobie odpowiednie futro, te domowe bez większej szkody mogą spędzić nawet parę godzin aktywnego spaceru (ciągły ruch!) bez dodatkowej kapoty. Wyjątek stanowią psy bezpodszerstkowe (dobermany, bullterriery, staffiki, charciki włoskie, yorki itp.), stare, chore i słabo odżywione. Oraz te, które wyraźnie marzną! Tak, te psy potrzebują wspomagania w postaci ciepłego ubranka. Oczywiście, jeżeli aktywnemu psu nie założymy kubraczka, to przecież nie padnie zamrożonym trupem, ale na pewno komfort spaceru będzie mniejszy, a i zużyje więcej energii na ogrzanie organizmu1426720_10205054705480706_1406603029897891691_n
  2. żywienie- w okresie zimowym niektóre psy potrzebują bardziej energetycznego pokarmu, zwłaszcza psy pracujące i te, które żyją na zewnątrz. Przy czym więcej energii powinno pochodzić z tłuszczów zwierzęcych, a nie roślinnych- dodatek oleju rzepakowego sprawy nie załatwia 😉 Psy domowe raczej nie potrzebują większej energii, bo też ich straty energetyczne nie zwiększają się zanadto- w końcu na dworze spędzają maksymalnie kilka godzin (w wersji bardzo sportowej). Ważnym elementem żywienia jest woda- dbajmy o to, by psy miały jej pod dostatkiem. W przypadku psów podwórkowych warto do miski z wodą dodać łyżeczkę oleju, co skutecznie zapobiega zamarzaniu wody. dog-584503_1920
  3. łapy- pies poci się tylko przez łapy, w związku z czym często podczas spacerów robią się psu kulki śniegowe pomiędzy opuszkami. Aby mu ulżyć można spróbować skrócić sierść między opuszkami, a przed spacerem nasmarować łapy wazeliną lub lanoliną (albo specjalnymi preparatami). Smarowanie łap ma jeszcze jedną ważną zaletę- zapobiega wysuszaniu i pękaniu poduszek, co często się zdarza w związku z solą wysypywaną na drogi i okresem grzewczym w domu.dog-688385_1920
  4. legowisko- w przypadku naszych domowych pupili nie jest to istotne, ale szczególnie trzeba zadbać o psy podwórkowe! Buda powinna być taka, by pies mógł stanąć w niej i obrócić się wokół osi, ale nie może być za duża, bo wtedy niepotrzebnie się wychładza. Jeżeli chodzi o legowisko, to trzeba mieć na uwadze, że koce i materiały łatwo się namaczają i w ujemnych temperaturach nie schną, więc należy codziennie kontrolować ich stan. Albo- zastosować siano lub słomę. Buda powinna być ocieplona i dobrze odizolowana od podłoża (na przykład postawiona na paletach), umieszczona w miejscu zacisznym i osłoniętym od wiatru. dog-1059625_1920
  5. psy podwórkowe- w przypadku psów żyjących na podwórku przez całą dobę musimy zadbać nie tylko o odpowiednie schronienie, ale także o żywienie, które powinno być bardziej energetyczne i najlepiej podzielone na dwa posiłki. Warto też jeden posiłek zaserwować ciepły i wodnisty, gdyż w okresie zimowym często zmniejsza się pobór wody. Pamiętajmy o regularnych kontrolach stanu psa i reagujmy zawczasu na wszelkie objawy niedyspozycji (chociaż to akurat jest ważne przez cały rok). Dobrze odżywiony, zdrowy, właściwie ofutrzony pies nie powinien mieć najmniejszych problemów z mrozami!dog-861819_1280

5 przykazań na upały

Wprawdzie astronomicznego lata jeszcze nie ma, ale upały już dają się we znaki- w tej chwili za oknem 33 stopnie, skwar, duchota i idzie wyzionąć ducha… Siedzę sobie w zaciemnionym domu przy wentylatorze, popijam wodę z lodem i marzę o zimie. Psy porozkładały się na kafelkach i marzą chyba o tym samym.

dog-662778_1920

A tym czasem na ulicy spaceruje sobie pan z mopsem, jedna pani rozmawia z drugą, na smyczy trzymając dobermana w nylonowym kagańcu, a para na rowerach uznała, że taka pogoda jest wymarzona do przejażdżki z cocker spanielem, bo przecież piesek się musi wybiegać…

city-723750_1920

O psach zamykanych „na minutkę” w aucie wspominać nawet nie chcę, bo się zrobi nieprzyjemnie.

dog-220191_1280

No serio, ludzie, kto w ogóle może wpaść na taki pomysł, by w upał zabrać psa na spacer do miasta! A jednak- takich „bystrzaków” pełno. A potem płacz- bo młody, zaledwie 2-letni cocker spaniel spaceru nie przeżył, dobermana ledwo odratowano z udaru, a mops biega po niebiańskich łąkach razem ze spanielem. I nie, wcale nie koloryzuję, to są autentyczne przypadki z mojej praktyki. Dlatego więc- kilka upałowych zasad:

1) spacery- tylko wcześnie rano (5-6 rano, u nas dziś o 7 było już 26 stopni) lub późnym wieczorem (20-21). Albo jeszcze później! Spacery po lesie, nad wodą, w miejscach, gdzie jest cień i możliwość schłodzenia. Spokojne, niewymuszone- żadnego biegania, jazdy za rowerem, ganiania za piłeczkami (no chyba, że do wody) itp.

lake-607040_1920 dog-250496_1920

2) spacerki siuśkowe- dokładnie siuśkowe, 5-10 minut na trawie i do domu. Unikać ulic- proszę samemu spróbować gołą stopą przejść po nagrzanej ulicy! Pies ma wprawdzie odporniejszą łapę, ale gwarantuję, że i jego parzy!

3) sprzęt-kolczatki, łańcuszki zaciskowe i innego typu metalowe ustrojstwa zwyczajnie się nagrzewają od słońca i tak, mogą poparzyć psa. Kaganiec- jeśli pies MUSI wychodzić w kagańcu, to niech to będzie tzw. kaganiec fizjologiczny, w którym pies ma możliwość otworzenia pyska na całą szerokość. Proszę pamiętać, że psy pocą się głównie za pomocą ziajania, gruczoły potowe mają w niewielkiej ilości na łapach i to wszystko. W związku z czym szczelne zamknięcie pyska jest po prostu niehumanitarne i grozi śmiercią psa. Dla przykładu:

4) psy „specjalnej” troski- to są psy ras krótkokufowych, czyli mopsy, boksery, buldożki, pekińczyki itp. Psy stare, chore, z problemami kardiologicznymi. Na takie psy trzeba mieć szczególne baczenie podczas upałów- powinny tylko leżeć, oddychać i pracować nad schłodzeniem organizmu, a dla nich to jest szczególnie ciężka praca.

5) woda- ma ogromne znaczenie podczas upałów. Mówiłam już, że pies chłodzi się poprzez dyszenie, ale dokładniej to poprzez parowanie śliny z błon śluzowych. W związku z czym zużywa sporo wody na takie parowanie i musi ją uzupełniać, dlatego woda MUSI być stale dostępna.

pool-741340_1920