Samo życie

Wiem że nie tylko dział „od pantalona do czempiona” wieje pustką, ale tak serio- życie, praca, dom, dzieci i PSY zajęły całą moją przestrzeń nie pozostawiają nic na bloga. W związku z czym też nic nie robiłam ze szczeniakiem, albo przynajmniej- tak mi się wydawało… Bo wpisy blogowe popularnego trenera psów, który po śmierci znanej z tytułów książek szkoleniowych suki zaprosił do wspólnego życia kolejną, tyle że ukochanej przeze mnie rasy rottweiler, uświadomiły mi, że nie tylko można pisać o najbłahszych wydawałoby się sprawach, ale też- że te najbłahsze wydawałoby się sprawy wcale nie są takie oczywiste… Więc kajam się ogromnie i postanawiam się poprawić 😉

DSC_0670

Wracając do szczeniaka- rasy, jak się okazuje, wybitnie pracującej. No więc- nie robiłam z nim dotąd nic specjalnego Ja zdaję sobie sprawę, że można z takim prawie 11-miesięczniakiem wszystko. Że są psy w tym samym, tudzież młodszym wieku, które potrafią przebiec tor agility, pozytywnie zaliczyć zawody OBI klasa 0 i jeszcze na dokładkę skutecznie obronić właściciela- wszak obrona cywilna jest na tapecie od co najmniej 6 miesięcy. Ale mój osobisty pies, moja osobista malina ma na koncie jedynie kilka drobnych sukcesików (siad, wracanie na zawołanie nawet z pogoni oraz niekradnięcie żarcia w obecności właściciela żarcia 😉 ) i jeden wielki- NICNIEROBIENIE. Dosłownie. I nie wiem, czy to zasługa hodowcy (przypominam: Czarci Pazur z Oławy!!!), czy też jednostkowego charakteru mojego psa, czy też w końcu- mojego osobistego doświadczenia w NICNIEROBIENIU- ważne jest to, że mój pies potrafi NICNIEROBIĆ. Nie oznacza to, że on całe życie to ma nic nie robić, ino żreć, wydalać i oddychać, o nie!!! Kupiłam malinę, bo chciałam konkretnego psa do konkretnej roboty. Ale jako człek z natury leniwy i słaby wiedziałam, że czekają mnie okresy chorobowe, chorobowego lenistwa tudzież wymuszone okresy wzmożonej aktywności mózgowej (dopingowanej wizją braku premii), kiedy czas, jaki mogłam poświęcić psu (a mam, przypominam, 3 w zapędzie do 4!) kurczył się do przelotnego pogłaskania i wypuszczenia na siku (błogosławieństwo podwórek nawet tych wielkości chusteczki do nosa)- i tak przez kilka dni z rzędu!!! W związku z czym każdy mój pies, bez względu na poziom aktywności, musiał się nauczyć NICNIEROBIĆ. I o dziwo Aorcie, rasy, o które czytam niestworzone historie (podczas czytania których zastanawiam się, czy aby rodowód mojego psa to nie taki z pieczątką z ziemniaka… 😉 ), nie sprawiło problemu nauczenie się, że po tygodniach normalniej aktywności (spacery, podstawy posłuszeństwa i życia w rodzinie) następują okresy, kiedy nikt dla psa nie ma czasu. A potem jest WIEEEELKI spacer na wypuszczenie skumulowanej energii i znowu następują tygodnie normalnej aktywności… aż do kolejnego przestoju 😛

DSC_0677

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s