Z życia wzięte: Wybór szczeniaka

O wyborze tej a nie innej rasy już pisałam, podobnie jak o wyborze hodowcy- co akurat w moim aktualnym przypadku jest nierozerwalnie związane z wyborem rasy 😉 Natomiast jeśli chodzi o wybór tego a nie innego szczeniaka… W idealnej sytuacji mamy możliwość wyboru najlepszego szczeniaka… ale ideały ponoć nie istnieją. Poza tym jeżeli jedna osoba ma możliwość wyboru tego najlepszego, to pozostali przyszli właściciele już nie, bo dostają to, co zostanie. Jeżeli starannie wybraliśmy hodowlę, to tak naprawdę nie ma znaczenia- jak to było w przypadku moim i Veny. Bo co z tego, że dostałam akurat tę suczkę, której sobie nie zostawili hodowcy (czyli można by pomyśleć że gorszą), skoro była (i jest) ona równie dobra jak siostra?

Natomiast w przypadku malinki nie dość, że miałam pewność- albo malinka od tego konkretnego hodowcy i tej konkretnej suki albo inna rasa, to jeszcze miałam możliwość wyboru dla siebie najlepszej suczki z miotu, albo ewentualnie- pieska, jakby był lepszy! No sytuacja idealna, prawda? Oczywiście, na poziomie szczeniaków w miocie to można sobie gdybać, który będzie najepszy, dużo też zależy od wymagań. Ja chciałam przede wszystkim psa docelowo hodowlanego no i oczywiście do pracy. Dlatego też hodowczyni od początku upatrzyła dla mnie najładniejszą suczkę ze wszystkich czterech. Jak maluchy miały 6 tygodni podjechałam je obejrzeć- i wracałam z bardzo mieszanymi uczuciami, bo „moja” suczka może i ładna, ale ręce same się wyciągały do zupełnie innej! A przecież, pomimo planów wystawowo-sportowych, psa wybieram PRZEDE WSZYSTKIM do wspólnego życia, a do tego niezbędne jest „to coś”. Hodowczyni wiedziała o moich przemyśleniach, nie naciskała, ale po kilku dniach obserwacji przedstawiła mi dokładną charakterystykę obu suczek- która co ma ładne, jakie są z zachowania, jakie mają charaktery i że ona jednak by sobie zostawiła tę wybraną, ale zrobię co zechcę. Do samego końca nie wiedziałam, która z obu dziewczyn wróci ze mną, ale wierzcie lub nie- jak tylko zobaczyłam obie, to od razu wiedziałam, że będzie to ta przeznaczona dla mnie od samego początku. Abstrahując już od różnic w wyglądzie- bo obie były bardzo ładne, tylko różne (coś w stylu mojej Veny i jej siostry- w końcu obie czempionki, choć zupełnie różne), to jednak moja była zwyczajnie spokojniejsza! Każdy, kto orientuje się w rasie wie, że nawet spokojna malina to pies z turbodoładowaniem 😀 Tak więc wróciłam do domu z Aortą pod pachą*

*obu sukom mogłam wybrać imię, które miało być weterynaryjne- dlatego Vena jest veną, czyli żyłą po łacinie (a dokładnie miała być Vena Cava Caudalis- żyła główna tylna, ale wolałam nie przeginać 😀 ), a aorta to przecież jedna z tętnic. Czyli tym samym mam w domu dwa spore naczynia krwionośne 😀 😀 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s