Wystawa z psem

Lubię jeździć na wystawy- mam wtedy możliwość pooglądania różnych ras „na żywo”, mogę przeprowadzić obserwacje zachowań przedstawicieli jednej rasy i zobaczyć, co w trawie piszczy, czyli- jaka jest w jakiej rasie „moda”. Do tego zakupy!!! Na każdej wystawie pełno stoisk z karmami, obrożami, gadżetami itd., które ja uwielbiam oglądać, dotykać no i oczywiście- kupować!

Natomiast jeśli chodzi o wyjazd na wystawę z psem, to już mniej to lubię- przede wszystkim dlatego, że na głowie siedzi mi obowiązek, czyli pies i jego komfort. Co by nie mówić i czego by nie zrobić- mało który pies, a pokuszę się nawet o stwierdzenie- że żaden pies nie lubi wystaw. Bo wystawy to tłumy ludzi, kilkaset psów, wąskie ścieżki, przytłaczające zapachy i jeszcze każą temu psu się ustawić, dać wymacać, pobiegać… ech, szkoda gadać. Dlatego kluczową dla mnie sprawą jest zadbanie o komfort i dobre samopoczucie psa- żeby to nie był dla niego koszmar i najgorszy dzień w jego życiu, bo to się później odbije nie tylko na ringu, ale także w moich z psem relacjach. Jak więc można sprawić, by pies nie kojarzył źle wystawy?

DSC_0894

  1. klateczka. Ja wiem, jestem monotematyczna i do tego okrutna, bo jakże to tak, psa do klatki 😉 Ale ja też naprawdę wiem, że dobrze przepracowana klatka jest dla psa nie tylko miejscem odpoczynku, ale też ma niebagatelne znaczenie w zapewnieniu psu komfortu podczas wystaw, szkoleń czy zawodów. Pies (z dobrze zrobioną klatką, powtarzam!) w klatce odpoczywa, podczas gdy wokół panują bardzo ciężkie warunki. Klatka (odpowiednia lub celowo zasłonięta kocami) izoluje psa od natłoku wrażeń i skutecznie zapobiega przestymulowaniu i przepaleniu styków. Zwłaszcza, jeżeli na ocenę czekamy kilka godzin, co zdarza się wcale nie tak rzadko! Podczas ostatniej wystawy obserwowałam małego, 4-miesięcznego malinosa, który na wystawę przyjechał w celach socjalizacyjnych- wcześniej jego właścicielka na forum martwiła się tym, że maluch nerwowo reaguje na inne psy i poradzono jej, by w celach socjalizacyjnych udała się właśnie na wystawę. I wszystko skończyłoby się dobrze (aczkolwiek pracowanie nad psem z problemami do innych psów właśnie na wystawie jest nieco ryzykowne- chociaż sama osobiście uważam że wystawy świetnie się sprawdzają jako socjalizacja, o ile jest ta socjalizacja mądrze przeprowadzona) gdyby nie to, że szczeniak po 2 godzinach zabaw z innymi młodymi maliniakami zwyczajnie zrobił się zmęczony i potrzebował odpocząć. Niestety, właściciele klateczki nie mieli, szczeniak nie potrafił sam z siebie odpocząć w warunkach wystawowych (ścisk, hałas, szczekające psy, kręcący się ludzie itd.), toteż po kilku godzinach na ocenę wyszedł już szczeniak nadmiernie pobudzony, który startował z zębami do każdego psa przekraczającego granicę komfortu… Dlatego powtarzam- KLATECZKA!!!
  2. odpowiednie przygotowanie- żeby pies dobrze się pokazał na ringu, musi przede wszystkim wiedzieć, co się na tym ringu robi i czego się od niego oczekuje. Ocena zawsze wygląda tak samo- najpierw oglądane są zęby (i tu są różne szkoły i różni sędziowie- jedni sami pakują łapy do psiej paszczy, innym wystarczy, że to właściciel zademonstruje uzębienie), często następuje macanko, zwłaszcza jeśli pies ma obfite futro, a samcom sędzia maca jądra- czy są i czy są prawdziwe 😉 (to wcale nie jest żart, implanty jąder są coraz popularniejsze!). W zależności od sędziego ocena ta może być mniej lub bardziej nieprzyjemna- są sędziowie mili, którzy psa macają delikatnie i spokojnie, a są też tacy że szkoda gadać… Po macanku 😉 czas na pokaz ruchu- w kółeczku i po skosie, następnie należy psa ładnie zaprezentować w stój i czekać, aż sędzia sporządzi opis zalet i wad naszego psa. Jak widać nie są to jakieś trudne rzeczy, więc naprawdę warto trochę nad tym w domu popracować, by potem w tych ciężkich warunkach wymagać od psa czegoś co on przecież doskonale potrafi. Dodatkowo jeżeli prezentujący, którym zazwyczaj jest właściciel, wie co ma robić, stres związany z oceną jest dużo mniejszy- zarówno dla psa jak i dla człowieka. Co więcej- często wygrywa wcale nie lepszy pies, tylko pies lepiej przygotowany i pokazany. Bo trzeba pamiętać o tym, że sędzia ocenia to, co jest „tu i teraz”- nawet jeżeli mamy świetnego psa z doskonałą linią górną, który jednak ze stresu kuli się i garbi, oraz w konkurencji psa z miękką linią górną, ale doskonale zaprezentowanego, to może się okazać, że na ringu bardziej prawidłowy będzie wydawał się ten lepiej zaprezentowany! DSC_1033
  3. przygotowanie- dotyczy zarówno sprzętu (woda, KLATECZKA, kocyk, nagrody, zabawki, ringówka itd.) jak i tego, gdzie, co, jak i z czym. Gdzie jest wystawa, jak tam dojechać, gdzie zaparkować, gdzie jest ring, u kogo odebrać numerek, kiedy będzie oceniany nasz pies itd.
  4. relaks- bez względu na to, jak dobrze czy źle wypadł nasz pupil musimy pamiętać, że dla niego to był duży stres. I warto po wszystkim zafundować psu wypad do lasu, kąpiel w jeziorku czy też relaksujący spacer po łąkach. A po powrocie do domu dać mu coś do żucia i zapewnić spokój przez co najmniej 2 dni, żeby mógł wypocząć.

 

  1. DSC_0971

Socjalizacja

O socjalizacji popełniono już tysiące wpisów, sama mam na sumieniu kilka 😉 Jednak ten wpis ma dotyczyć tego, jak wyglądała socjalizacja Aorty, żeby nie było, że naprawdę NIC z nią nie robiłam 😉 W naszym przypadku socjalizacja sprowadzała się w zasadzie do normalnego życia- jako że moje psy aktywnie w nim uczestniczą i jeżdżą ze mną wszędzie gdzie tylko się da 😉

  1. spacery grupowe- o spacerach pisałam tutaj, w przypadku szczeniaka tylko wspomnę, że okazja do poznania różnych psów spoza stada jest nie do przecenienia. Należy tylko ostrożnie wybierać te inne psy, aby się nie okazało, że nasz pies nabawi się traumy 😉
  2. seminaria- jak tylko się dało zapisywałam siebie wraz z Aortą na różnej maści seminaria. Oczywiście, ze szczeniakiem, często bardzo nieletnim niewiele mogłam skorzystać w sensie szkoleniowym, ale każde seminarium to ogromne pole do socjalizacji i nauki. Bo seminaria to podróż, nowe miejsce, obcy ludzie, inne psy, często długie oczekiwanie na swoją kolejkę- a więc lekcja klatkingu w praktyce 😉 . Poza tym na seminarium pies uczy się pracować w różnych warunkach i rozproszeniach ze swoim człowiekiem. Do tego dzięki seminariom Aorta mogła rozpocząć pod okiem najlepszych fachowców swoją przygodę z tropieniem użytkowym (Roksana Moska), detekcją zapachów (Wesley Visscher) i obedience (Magdalena Łęczycka, Patrycja Sztukarewska i Agnieszka Filar), które zamierzamy mocno kontynuować. Ale była też na seminarium sztuczkowym, fitnesowym, zabawkowym i poddała się masażom 🙂

  3. wystawa- jako że Orta powinna zostać poddana ocenie przez sędziego psów rasowych, postanowiłam w ramach socjalizacji pokazać Ortę na wystawie w Katowicach w klasie szczeniąt. Pokazała się doskonale, w konkurencji z siostrą zajęła pierwsze miejsce, spotkała brata a ja już wiem, że wystawy nie będą dla niej dużym wyzwaniem.
  4. wyjazdy i wycieczki- jako że biorę Aortę wszędzie ze sobą toteż była: w stajni, na Wigilii końskiej, w górach, jechała wyciągiem, w Berlinie- w którym jeździła metrem, tramwajem i autobusem, zwiedziła Weihnachstmarkt, na placu zabaw, na treningu piłkarskim i… w wielu jeszcze różnych miejscach 😀

Lassie, wróć!

Za jedną z najważniejszych, o ile nie najważniejszą psią umiejętność uważam bezwzględne wracanie na wołanie. Od czasu kiedy 14 lat temu moja adoptowana Tola poszła w długą za sarną i już nigdy nie wróciła poświęcam temu tematowi całą swoją uwagę i ogromną ilość czasu.

DSC_1088

Cały problem w tym, że nasze psy są cały czas drapieżnikami i polowanie mają we krwi, toteż całkowicie bezwiednie ruszają w pogoń za sarną, kotem czy zającem. Do tego część psów autentycznie traci słuch- po prostu cały pies tak bardzo skupia się na czynności, że pozostałe zmysły, odsunięte na dalszy plan, przestają funkcjonować. Toteż częstym problemem przy nauce wracania na wołanie, zwłaszcza z pogoni jest nie tyle posłuszeństwo psa, co sprawienie, by zmysł słuchu się nie wyłączał.

15874969_1437215006297600_4372164352662629158_o

Ja pracę nad wracaniem zaczynam od pierwszych dni w nowym domu, często wykorzystując do tego pozostałe psy, które oczywiście mają już doskonale to wypracowane. Dlatego z Aortą przez długi okres czasu nie było problemu- na każde wołanie wracała chętnie ,wszak wiązało się albo ze smakami, albo z zabawą (tylko czasami kończyło się zapięciem na smycz tylko po to, by po paru krokach spuścić ze smyczy ponownie). Stopniowałam też i rozproszenia, z których ją odwoływałam i rodzaj nagród- za zwykłe przywołanie była kulka suchej karmy, za to za odwołanie się od Veny (o tyle łatwe, że Vena odwołuje się zawsze, wszędzie i od wszystkiego- nawet od emocjonującej zabawy ze szczeniakiem, w związku z czym szczeniak nie miał wyboru bo bawić się z kim już nie było) nagrodą była na przykład zabawa w szarpanie, albo surowy boczek w ilości hurtowej. Kilka razy udało się grupowe przywołanie w obecności galopujących saren, ale do czasu… aż Aortka dorosła na tyle, by samodzielnie i na własną łapę podjąć decyzję o pogoni za uciekającą sarną (na usprawiedliwienie dodam, że sarna wyskoczyła dosłownie nam spod nóg). Całe szczęście że może i dorosła do pogoni, ale nie dorosła jeszcze do oddalenia się od maminej spódnicy, toteż zanim skończyłam wykrzykiwać „ja ci dam cholero sarny, ja ci dam!!!” uśmiechnięta od ucha do ucha wróciła grzecznie do mnie. Cóż było robić… stało się, pogoń się udała i była samonagradzająca się, ale nie wszystko jeszcze stracone. Toteż od następnego spaceru zaczęłam jeszcze intensywniej pracować nad przywołaniem, udało się kilka razy odwołać zaciekawioną sarnami Aortę, baaa! ze dwa razy odwołałam i sowicie nagrodziłam Aortę, która już w pogoń ruszyła. Po czym po jakimś miesiącu kolejna zagubiona w rzeczywistości sarna postanowiła ewakuować się w odległości takiej, że jakbym się postarała, to mogłabym ją po tyłku pogłaskać. Oczywiście Aorta nie mogła się powstrzymać i poszłaaaaa… I znów wróciła wielce uradowana po zaledwie 30 sekundach (no cóż, jeszcze mamincórcia). Zaczęło się robić niebezpiecznie, toteż w użycie poszła linka- od tej pory Aorta na spacerach była tylko albo na smyczy, albo puszczona, za to z przypiętą linką (za wyjątkiem miejsc, gdzie wiem, że saren nie ma). Nie ukrywam, że jest to wielce uciążliwe- linka się plącze, zahacza, trzeba się pilnować by przypadkowo nie nadepnąć, do tego jest brudna. Ale też z doświadczenia nie tyko swojego wiem, że jest całkiem skuteczna, tylko czasochłonna- z Elzą praca trwała pół roku, zanim mogłam podjąć decyzję o wyeliminowaniu linki z codziennego życia. Ale pół roku pracy spowodowało, że przez następne lata nie miałam NIGDY najmniejszego problemu z pogoniami, ucieczkami i nieodwoływalnością… no dobra- do czasu aż Elza dosłownie ogłuchła, ze starości 😉

DSC_1044

Na tę chwilę z Aortą praca idzie bardzo dobrze- przestała głuchnąć na widok saren, choć nadal widać, że są dla niej pasjonujące. Coraz lepiej się skupia na zadaniach, które jej zadaję w obecności saren. Odwołała się z jednej pogoni, ale też od kiedy jest linka nie trafiła nam się żadna bezczelna sarna 😉 W każdym bądź razie linka jeszcze trochę będzie w użyciu, zanim odważę się sprawdzić efekty mojej pracy- bo muszę być wystarczająco pewna tego, że praca jest skończona z sukcesem. Znajoma pani trener zaleca i stosuje linkę u wszystkich (swoich i tych trenowanych) psów od wieku 6 miesięcy do około 12-16 miesięcy, w zależności od psa.

Oczywiście mogłam wybrać łatwiejszą, mniej czasochłonną, oraz- jak twierdzą niektórzy- mniej stresującą (tutaj bym polemizowała w zależności od psa, szkoleniowca linkowego i szkoleniowca OE) metodę, czyli obrożę elektryczną. Jak już gdzieś kiedyś pisałam- mam do OE mieszane uczucia, zdaję sobie sprawę że są psy, właściciele i problemy, przy których użycie OE jest rozsądną opcją. Bardzo często mocno zakorzeniona i wielokrotnie (samo)nagradzalna pogoń jest jednym z takich przypadków, kiedy użycie OE bywa potrzebne. Ale nie uważam żeby przy młodym, niewyuczonym jeszcze psie, na samym początku nauki trzeba było brać pod uwagę OE. Poza tym nie jest to metoda, którą kiedykolwiek chciałabym zastosować na swoich psach i wolę powoli i spokojnie zrobić wszystko, żebym do takiego wyboru nie została zmuszona.

DSC_0829

Przywiązanie- Marta Gacsi

capture-20170531-083934

W latach 70tych badaczka Mary Ainsworth przeprowadziła serię eksperymentów na dzieciach badając ich zachowanie w przypadku nieobecności matki, co pozwoliło określić 3 style przywiązania u dzieci . Etolodzy zaadoptowali ten sam test do różnych gatunków zwierząt i na tej podstawie rozpoczęli prace nad przywiązaniem. Wyniki badań SST (Strange Situation Test) dla właścicieli psów nie były zaskakujące- okazało się, że psy w wyniku udomowienia wytwarzają z właścicielem więź podobną do tej, jaką mają dzieci z matkami.

capture-20170531-084006

Ciekawe natomiast okazały się wyniki testu przeprowadzonego u wilków- otóż w przypadku wilków wychowywanych przez kilka pokoleń od 4 dnia życia przez ludzi, u których przeprowadzano bardzo intensywną socjalizację, nie wykazano żadnego wzorca przywiązania w przypadku testu SST! Owszem, te wilki preferowały określonego opiekuna w innych testach, mniej lękowo i agresywnie reagowały w różnych sytuacjach, ale wobec obcych osób w teście SST zachowywały się tak samo, jak wobec własnych opiekunów.

capture-20170531-084117

capture-20170531-084046

Zaskoczeniem nie będą też wyniki testów SST u kotów- tak, koty też nie wytwarzają więzi z opiekunem, ale badania wykazały preferencje co do osób, a nawet- miłość?

capture-20170531-083320

Ale co z psami mającymi dwóch właścicieli? U psów domowych nie było różnicy z przywiązaniu pomiędzy pierwszym a drugim właścicielem bazując na teście SST. U psów schroniskowych wszystko zależało od samego opiekuna. Psy asystujące/służbowe bez problemu nawiązywały więź z kolejnym przewodnikiem. I nawet wielokrotnie łamane psie serca potrafiły nawiązać więź z kolejnym opiekunem.

capture-20170531-085215

Z ciekawostek wynikających z badań nad przywiązaniem wynika jeszcze to, że właściciel ma ogromne znaczenie dla psa w sytuacjach stresowych! Właściciel jest dla psa nie tylko „bezpieczną bazą” w przypadku eksplorowania nowego zwłaszcza terenu (znowu analogicznie do dzieci!!!), ale także w sytuacji zagrożenia kontakt z właścicielem, chociażby tylko wzrokowy (ale bardzo często jest to kontakt wręcz fizyczny- opieranie się o nogi, wchodzenie między nogi, wskakiwanie na kolana/ręce), znacznie obniża stres psa.

capture-20170531-084200

capture-20170531-084242

O dominacji i hierarchii- Marta Gacsi

capture-20170531-083415

Wyniki badań na ten temat przedstawione przez etolog Martę Gacsi, z Węgierskiej Akademii Nauk są zgodne z tym, o czym czytałam/słyszałam z innych źródeł.

capture-20170531-083455

Reasumując- w naturze wilki mają hierarchię „rodzinną”, czyli jest tato, mama i dzieci z różnych miotów, przy czym dzieci z wiekiem (który był różny- od 9 miesięcy do 3 lat) odchodzą i zakładają swoje rodziny. Naturalnym dominantem są rodzice- co wynika z tego, że są starsi, więksi i mądrzejsi 😉 W wilczym stadzie dominacja (czyli relacja mająca na celu określenie, kto ma pierwszeństwo w dostępie do zasobów takich jak miejsce odpoczynku czy partnerzy rozrodczy) jeżeli w ogóle występuje, to jako postawa ciała: dominująca vs poddańcza i jest przybierana SAMOISTNIE- dominujący wilk nie wywraca tego mniej dominującego na plecy, tylko ten mniej dominujący sam się kładzie. Na co dzień dominacja nie odgrywa roli w życiu stada aż do momentu, w którym zajdzie potrzeba np. obrony/przejęcia określonego zasobu. ALE!!!! W przypadku jedzenia, jeżeli jest go dużo (np. upolowana sarna)- wszystkie osobniki pożywiają się równocześnie. Jeżeli jest go mało (np. złapany zajączek)- pożywia się ten, co jedzenie ma i bez względu na pozycję w stadzie BRONI jedzenia. Ponadto: wilk każdej rangi może spróbować ukraść drugiemu jedzenie i wilk każdej rangi będzie tego jedzenia bronił.

wolf-1583211_1920

Na co dzień w stadzie wilczym można zaobserwować mnóstwo zachowań mających na celu przywiązanie takich jak zabawa (zaskakująco dużo), lizanie pyska, wspólny odpoczynek czy wzajemna pielęgnacja i zachowania były inicjowane przez wszystkie wilki bez względu na rangę. Zachowania „przywiązawcze” (affiliative behaviours”) pomagają nie tylko w nawiązywaniu więzi, ale też odgrywają główną rolę w unikaniu i redukowaniu konfliktowych sytuacji.

W przeciwieństwie do wilków psy są przede wszystkim padlinożercami. Jeżeli polują, to pojedynczo i z bardzo małą skutecznością. Nie zaobserwowano u psów zdziczałych zorganizowanych polowań grupowych, a jeżeli jakiekolwiek polowania w grupie się odbywały, to polegały głównie na nieskoordynowanych pogoniach z dużą ilością szczekania. W związku z czym- w miastach dzikie psy żyją głównie pojedynczo, na obszarach opuszczonych tworzą grupy złożone z 2-6 niespokrewnionych psów. W grupach nie zaobserwowano hierarchii, ale występują zachowania agonistyczne podobne do tych u wilków. Takie stadko zdziczałych psów wspólnie broni siebie i terytorium, wspólnie się pożywiają, ale nie ma ani wspólnych polowań, ani wspólnej opieki nad potomstwem. Szczenięta opuszczają stado w wieku około 4 miesięcy.

capture-20170531-083526

Z drugiej strony, u psów trzymanych w grupach, np. w schroniskach, ośrodkach badawczych czy w przypadku kilku psów u jednego właściciela zaobserwowano bardzo podobną hierarchię i wzorce zachowań agresywnych jak te obserwowane u wilków utrzymywanych w niewoli, na bazie to których obserwacji powstała słynna „teoria dominacji”…

Sympozjum „Mechanizmy zachowań zwierząt oraz możliwości ich modelowania”

Jak co roku w maju wybrałam się do Wrocławia na bardzo ciekawe sympozjum dotyczące zachowań zwierząt.

Sympozjum jest o tyle wyjątkowe, że prelegentami są w głównej mierze naukowcy, pracujący na uczelniach lub w instytutach badawczych, którzy raczej nie zajmują się ściśle pracą ze zwierzętami problemowymi i ich właścicielami- a jeżeli już, to w ramach prowadzonych właśnie badań czy konkretnych doświadczeń. W związku z czym raczej nie dowiemy się tutaj jak pracować z psem z lękiem separacyjnym, ani nie poznamy konkretnej metody pracy ze zwierzętami, ale można się dowiedzieć mnóstwa ciekawych nowinek dotyczących zachowań zwierząt. Z tegorocznego sympozjum dowiedziałam się na ten przykład:

1.o wpływie oksytocyny na zachowania socjalne psów skierowane do człowieka: bardzo ciekawy wykład, oksytocyna nazywana „hormonem przywiązania” znana jest głównie kobietom rodzącym dzieci, bowiem oksytocyna podawana jest często podczas porodów celem wywołania skurczy porodowych (ciekawostka- receptory oksytocynowe macicy są wrażliwe na oksytocynę tylko w okresie okołoporodowym! Poza tym czasem podanie oksytocyny nie wywoła żadnej reakcji macicy). Ale oprócz tego wiadomo, że wydzielana jest także podczas karmienia piersią -i to zarówno u potomka jak i u matki- i ma niebagatelny wpływ na wytworzenie się więzi pomiędzy nimi, oraz podczas seksu- celem wywołania głębszych uczuć pomiędzy kochankami 😉 Jednak w miarę postępu badań nad oksytocyną okazało się, że ma ona znacznie większy wpływ na zachowania ludzi (i zwierząt) i jest obecnie w centrum zainteresowania wszelakich naukowców jako potencjalny lek przy zaburzeniach zachowania- trwają nawet badania kliniczne na ludziach, niestety, na razie bez zadowalającego efektu. Jak bowiem wiadomo na podstawie badań m.in. na psach, o czym dowiedziałam się z wykładu, istnieją nie tylko różnice osobnicze w liczbie receptorów oksytocynowych (w związku z czym w zależności od ilości tych receptorów różna będzie reakcja danego osobnika), ale ogromne różnice w mutacjach genu kodującego oksytocynę w różnych rasach. Ponadto istnieję różnice pomiędzy płciami, nie tylko ze względu na umieszczenie receptorów, ale także z tytułu współoddziaływania z innymi hormonami- prolaktyną, testosteronem czy też estrogenami. Dlatego przed zastosowaniem oksytocyny w leczeniu problemów behawioralnych jeszcze długa droga!

capture-20170531-083613

2. o zapaleniach narządu Jackobsona (tego od feromonów, co to ludzie mają go szczątkowego) i wpływie tych zapaleń na zachowanie zwierząt- to był chyba najciekawszy dla mnie wykład, szkoda tylko, że taki krótki 😉 Ale owocny- po źle odczytanym tytule („The vomeronasalitis in domestic animals: when animal pathology meets behavioral medicine”), w którym przegapiłam „itis” oznaczające „stan zapalny” (czyli „vomeronasalitis” oznacza” stan zapalny narządu lemieszowo-nosowego”), spodziewałam się wykładu o wpływie krótkiego nosa na zachowanie- czyli NUDA 😉 A dowiedziałam się, że 70% kotów i 100% badanych świń miało stan zapalny tego narządu!!! Jeżeli stan zapalny obejmował nabłonek zmysłowy (jakkolwiek to śmiesznie brzmi- po angielsku to „sensory epithelium”), obserwowano statystycznie więcej zachowań agresywnych u kotów na podstawie oceny właścicieli oraz u świń na podstawie Protokołu Dobrostanu (Welfare Quality Protocol). Wynika to z tego, że nabłonek pod wpływem zapalenia staje się cieńszy, a receptory dla feromonów mniej sprawne, w związku z czym zwierzę ma upośledzoną możliwość odbierania sygnałów feromonowych- co prowadzi do zachowań agresywnych. Badania nadal trwają- tym razem na psach, owcach i królikach i wstępne wyniki potwierdzają to, co odkryto u świń i kotów. Są plany wprowadzenia badań narządu Jackobsona u świń celem określenia ich dobrostanu w hodowli.

capture-20170531-083648

3. o DOMINACJI i HIERARCHII, a także o przywiązaniu- o tym napiszę w osobnej notatce

To oczywiście nie wszystkie wykłady, bo było też słów parę na temat zachowania bydła mięsnego, wilków grzywiastych, koników polskich, alpak czy szczurów, ciekawie także mówił Andrzej Kłosiński o wzorcach motorycznych. Przewidywalne okazały się wyniki badań kotów wychodzących- jak to skomentował obecny na sympozjum kolega: „po 100 godzinach filmów naukowcy udowodnili, że koty lubią się włóczyć” 😉 Ale z ciekawostek z badania wychodzących kotów wynika, że kastracja zdecydowanie obniża skłonność do włóczęgostwa. Kot kastrowany w ciągu 3 dni przeszedł niecałe 3 km w najbliższej okolicy:

20170526_140934

podczas gdy niekastrowany w krótszym czasie przemierzył aż 9 km przemieszczając się na duże odległości. Z tym, że to był marzec 😉

20170526_140959

Razem czy osobno?

Jednym z większych zaskoczeń, jakie mnie spotkały po wzięciu Aorty było powszechne przekonanie, że powinnam izolować ją od reszty psów- bo w przeciwnym przypadku nie wytworzy ze mną „więzi”. Nie wiem jakim cudem wcześniej mi to umknęło, ale faktycznie sporo szkoleniowców, trenerów i właścicieli psów ras pracujących uważa, że szczeniak powinien być trzymany osobno i spędzać większość czasu z człowiekiem, bo tylko to gwarantuje, że ten człowiek będzie dla niego atrakcją większą niż inne psy, zwłaszcza te ze stada. Ja z kolei dotąd hołdowałam przeświadczeniu, że nikt tak dobrze nie pomaga przy pracy nad szczeniakiem jak pozostałe psy ze stada, zwłaszcza jeśli są dobrze ułożone. I nie chodzi tylko o naukę pewnych zachowań, typu wracanie na zawołanie, ale także oswojenie z nowymi, czasem strasznymi rzeczami czy miejscami- wiadomo, że jeżeli dorosły pies zachowa spokój i zignoruje straszaka, to szczeniak, wychowujący się z tym dorosłym i biorącym z niego wzór prędzej ten straszak zignoruje i to bez krztyny pracy z mojej strony! Jaka wygoda!!! Dlatego pomimo pewnej dozy niepewności, która się zalęgła w mojej głowie pod wpływem autorytetu osób, które mi zalecały przestrzeganie zasady „osobno”, postanowiłam zignorować zalecenia i nie ograniczać moim psom wspólnego życia. Powiem szczerze, że w pewnym momencie moja wiara w moje postępowanie nieco się zachwiała, gdy się okazało, że 3-miesięczna Aorta za nic nie odwoła się od Veny, ale po kilku dniach przemyśleń stwierdziłam- hej, jak uda się wypracować odwoływanie od Veny i uda się przekonać Aortę, że mimo wszystko ja jestem fajniejsza (wszystkie moje pozostałe psy doskonale to wiedzą i to pomimo tego, że zawsze żyją razem), to kurczę! wszystko inne nie będzie problemem! I tak też postępowałam- każdego dnia udowadniałam Aorcie, jaka jestem niezwykle atrakcyjna, bo mam żarcie, bo mam zabawki, bo się fajnie szarpię i daję wygrywać, a do tego to ja jestem źródłem przygód i spacerów. I wiecie co? Po kilku miesiącach okazało się, że to działa 😀 Że owszem, Vena z Aortą mają ogromną więź między sobą, potrafią się godzinami kotłować, tłuc, mordować i ganiać na spacerach, aż w końcu usną jedna obok drugiej. Ale zdecydowanie ja mam pierwszeństwo i jestem psim bogiem 🙂 Być może właśnie na dlatego, że nigdy im siebie nawzajem nie limitowałam, że mogą się tłuc zawsze i wszędzie, w związku z czym na dłuższą metę jest to nudne… Podczas gdy ja z moimi zabawkami i smakołykami jestem dobrem limitowanym 😀

DSC_1021

Jednak aby nie było tak bezproblemowo donieść muszę, że początkowo starałam się tak układać mój dzień, bym mogła na co najmniej 4 spacery w tygodniu iść ze szczeniakiem sama. I wcale nie dlatego, żeby zawiązywać więź, tylko żebym mogła szczeniakowi poświęcić cały mój czas i nie dzielić go pomiędzy dwa psy. Zresztą- tak samo robiłam z pozostałymi psami, czyli wygospodarowywałam czas na co najmniej 2 indywidualne spacery z każdym psem- nawet takie po pół godziny, ale żebyśmy byli tylko we dwoje, bez reszty rodzeństwa. Siłą rzeczy też częściej zabierałam szczeniaka ze sobą na różne wyjazdy czy do pracy- najpierw, bo często sika i nie może zostać 8 godzin bez człowieka w domu. Potem- bo mu się nudzi i może niszczyć. A teraz- bo to właśnie czas tylko dla nas. Obecnie nadal częściej zabieram Aortę, jako że to wciąż jeszcze młodzież jest i proces przystosowania do życia w społeczeństwie nie został zakończony, ale też Aorta uczy się zostawania samej lub z drugim psem w domu, podczas gdy ja zabieram innego psa ze sobą.

DSC_0044