O dominacji i hierarchii- Marta Gacsi

capture-20170531-083415

Wyniki badań na ten temat przedstawione przez etolog Martę Gacsi, z Węgierskiej Akademii Nauk są zgodne z tym, o czym czytałam/słyszałam z innych źródeł.

capture-20170531-083455

Reasumując- w naturze wilki mają hierarchię „rodzinną”, czyli jest tato, mama i dzieci z różnych miotów, przy czym dzieci z wiekiem (który był różny- od 9 miesięcy do 3 lat) odchodzą i zakładają swoje rodziny. Naturalnym dominantem są rodzice- co wynika z tego, że są starsi, więksi i mądrzejsi 😉 W wilczym stadzie dominacja (czyli relacja mająca na celu określenie, kto ma pierwszeństwo w dostępie do zasobów takich jak miejsce odpoczynku czy partnerzy rozrodczy) jeżeli w ogóle występuje, to jako postawa ciała: dominująca vs poddańcza i jest przybierana SAMOISTNIE- dominujący wilk nie wywraca tego mniej dominującego na plecy, tylko ten mniej dominujący sam się kładzie. Na co dzień dominacja nie odgrywa roli w życiu stada aż do momentu, w którym zajdzie potrzeba np. obrony/przejęcia określonego zasobu. ALE!!!! W przypadku jedzenia, jeżeli jest go dużo (np. upolowana sarna)- wszystkie osobniki pożywiają się równocześnie. Jeżeli jest go mało (np. złapany zajączek)- pożywia się ten, co jedzenie ma i bez względu na pozycję w stadzie BRONI jedzenia. Ponadto: wilk każdej rangi może spróbować ukraść drugiemu jedzenie i wilk każdej rangi będzie tego jedzenia bronił.

wolf-1583211_1920

Na co dzień w stadzie wilczym można zaobserwować mnóstwo zachowań mających na celu przywiązanie takich jak zabawa (zaskakująco dużo), lizanie pyska, wspólny odpoczynek czy wzajemna pielęgnacja i zachowania były inicjowane przez wszystkie wilki bez względu na rangę. Zachowania „przywiązawcze” (affiliative behaviours”) pomagają nie tylko w nawiązywaniu więzi, ale też odgrywają główną rolę w unikaniu i redukowaniu konfliktowych sytuacji.

W przeciwieństwie do wilków psy są przede wszystkim padlinożercami. Jeżeli polują, to pojedynczo i z bardzo małą skutecznością. Nie zaobserwowano u psów zdziczałych zorganizowanych polowań grupowych, a jeżeli jakiekolwiek polowania w grupie się odbywały, to polegały głównie na nieskoordynowanych pogoniach z dużą ilością szczekania. W związku z czym- w miastach dzikie psy żyją głównie pojedynczo, na obszarach opuszczonych tworzą grupy złożone z 2-6 niespokrewnionych psów. W grupach nie zaobserwowano hierarchii, ale występują zachowania agonistyczne podobne do tych u wilków. Takie stadko zdziczałych psów wspólnie broni siebie i terytorium, wspólnie się pożywiają, ale nie ma ani wspólnych polowań, ani wspólnej opieki nad potomstwem. Szczenięta opuszczają stado w wieku około 4 miesięcy.

capture-20170531-083526

Z drugiej strony, u psów trzymanych w grupach, np. w schroniskach, ośrodkach badawczych czy w przypadku kilku psów u jednego właściciela zaobserwowano bardzo podobną hierarchię i wzorce zachowań agresywnych jak te obserwowane u wilków utrzymywanych w niewoli, na bazie to których obserwacji powstała słynna „teoria dominacji”…

Sympozjum „Mechanizmy zachowań zwierząt oraz możliwości ich modelowania”

Jak co roku w maju wybrałam się do Wrocławia na bardzo ciekawe sympozjum dotyczące zachowań zwierząt.

Sympozjum jest o tyle wyjątkowe, że prelegentami są w głównej mierze naukowcy, pracujący na uczelniach lub w instytutach badawczych, którzy raczej nie zajmują się ściśle pracą ze zwierzętami problemowymi i ich właścicielami- a jeżeli już, to w ramach prowadzonych właśnie badań czy konkretnych doświadczeń. W związku z czym raczej nie dowiemy się tutaj jak pracować z psem z lękiem separacyjnym, ani nie poznamy konkretnej metody pracy ze zwierzętami, ale można się dowiedzieć mnóstwa ciekawych nowinek dotyczących zachowań zwierząt. Z tegorocznego sympozjum dowiedziałam się na ten przykład:

1.o wpływie oksytocyny na zachowania socjalne psów skierowane do człowieka: bardzo ciekawy wykład, oksytocyna nazywana „hormonem przywiązania” znana jest głównie kobietom rodzącym dzieci, bowiem oksytocyna podawana jest często podczas porodów celem wywołania skurczy porodowych (ciekawostka- receptory oksytocynowe macicy są wrażliwe na oksytocynę tylko w okresie okołoporodowym! Poza tym czasem podanie oksytocyny nie wywoła żadnej reakcji macicy). Ale oprócz tego wiadomo, że wydzielana jest także podczas karmienia piersią -i to zarówno u potomka jak i u matki- i ma niebagatelny wpływ na wytworzenie się więzi pomiędzy nimi, oraz podczas seksu- celem wywołania głębszych uczuć pomiędzy kochankami 😉 Jednak w miarę postępu badań nad oksytocyną okazało się, że ma ona znacznie większy wpływ na zachowania ludzi (i zwierząt) i jest obecnie w centrum zainteresowania wszelakich naukowców jako potencjalny lek przy zaburzeniach zachowania- trwają nawet badania kliniczne na ludziach, niestety, na razie bez zadowalającego efektu. Jak bowiem wiadomo na podstawie badań m.in. na psach, o czym dowiedziałam się z wykładu, istnieją nie tylko różnice osobnicze w liczbie receptorów oksytocynowych (w związku z czym w zależności od ilości tych receptorów różna będzie reakcja danego osobnika), ale ogromne różnice w mutacjach genu kodującego oksytocynę w różnych rasach. Ponadto istnieję różnice pomiędzy płciami, nie tylko ze względu na umieszczenie receptorów, ale także z tytułu współoddziaływania z innymi hormonami- prolaktyną, testosteronem czy też estrogenami. Dlatego przed zastosowaniem oksytocyny w leczeniu problemów behawioralnych jeszcze długa droga!

capture-20170531-083613

2. o zapaleniach narządu Jackobsona (tego od feromonów, co to ludzie mają go szczątkowego) i wpływie tych zapaleń na zachowanie zwierząt- to był chyba najciekawszy dla mnie wykład, szkoda tylko, że taki krótki 😉 Ale owocny- po źle odczytanym tytule („The vomeronasalitis in domestic animals: when animal pathology meets behavioral medicine”), w którym przegapiłam „itis” oznaczające „stan zapalny” (czyli „vomeronasalitis” oznacza” stan zapalny narządu lemieszowo-nosowego”), spodziewałam się wykładu o wpływie krótkiego nosa na zachowanie- czyli NUDA 😉 A dowiedziałam się, że 70% kotów i 100% badanych świń miało stan zapalny tego narządu!!! Jeżeli stan zapalny obejmował nabłonek zmysłowy (jakkolwiek to śmiesznie brzmi- po angielsku to „sensory epithelium”), obserwowano statystycznie więcej zachowań agresywnych u kotów na podstawie oceny właścicieli oraz u świń na podstawie Protokołu Dobrostanu (Welfare Quality Protocol). Wynika to z tego, że nabłonek pod wpływem zapalenia staje się cieńszy, a receptory dla feromonów mniej sprawne, w związku z czym zwierzę ma upośledzoną możliwość odbierania sygnałów feromonowych- co prowadzi do zachowań agresywnych. Badania nadal trwają- tym razem na psach, owcach i królikach i wstępne wyniki potwierdzają to, co odkryto u świń i kotów. Są plany wprowadzenia badań narządu Jackobsona u świń celem określenia ich dobrostanu w hodowli.

capture-20170531-083648

3. o DOMINACJI i HIERARCHII, a także o przywiązaniu- o tym napiszę w osobnej notatce

To oczywiście nie wszystkie wykłady, bo było też słów parę na temat zachowania bydła mięsnego, wilków grzywiastych, koników polskich, alpak czy szczurów, ciekawie także mówił Andrzej Kłosiński o wzorcach motorycznych. Przewidywalne okazały się wyniki badań kotów wychodzących- jak to skomentował obecny na sympozjum kolega: „po 100 godzinach filmów naukowcy udowodnili, że koty lubią się włóczyć” 😉 Ale z ciekawostek z badania wychodzących kotów wynika, że kastracja zdecydowanie obniża skłonność do włóczęgostwa. Kot kastrowany w ciągu 3 dni przeszedł niecałe 3 km w najbliższej okolicy:

20170526_140934

podczas gdy niekastrowany w krótszym czasie przemierzył aż 9 km przemieszczając się na duże odległości. Z tym, że to był marzec 😉

20170526_140959

Razem czy osobno?

Jednym z większych zaskoczeń, jakie mnie spotkały po wzięciu Aorty było powszechne przekonanie, że powinnam izolować ją od reszty psów- bo w przeciwnym przypadku nie wytworzy ze mną „więzi”. Nie wiem jakim cudem wcześniej mi to umknęło, ale faktycznie sporo szkoleniowców, trenerów i właścicieli psów ras pracujących uważa, że szczeniak powinien być trzymany osobno i spędzać większość czasu z człowiekiem, bo tylko to gwarantuje, że ten człowiek będzie dla niego atrakcją większą niż inne psy, zwłaszcza te ze stada. Ja z kolei dotąd hołdowałam przeświadczeniu, że nikt tak dobrze nie pomaga przy pracy nad szczeniakiem jak pozostałe psy ze stada, zwłaszcza jeśli są dobrze ułożone. I nie chodzi tylko o naukę pewnych zachowań, typu wracanie na zawołanie, ale także oswojenie z nowymi, czasem strasznymi rzeczami czy miejscami- wiadomo, że jeżeli dorosły pies zachowa spokój i zignoruje straszaka, to szczeniak, wychowujący się z tym dorosłym i biorącym z niego wzór prędzej ten straszak zignoruje i to bez krztyny pracy z mojej strony! Jaka wygoda!!! Dlatego pomimo pewnej dozy niepewności, która się zalęgła w mojej głowie pod wpływem autorytetu osób, które mi zalecały przestrzeganie zasady „osobno”, postanowiłam zignorować zalecenia i nie ograniczać moim psom wspólnego życia. Powiem szczerze, że w pewnym momencie moja wiara w moje postępowanie nieco się zachwiała, gdy się okazało, że 3-miesięczna Aorta za nic nie odwoła się od Veny, ale po kilku dniach przemyśleń stwierdziłam- hej, jak uda się wypracować odwoływanie od Veny i uda się przekonać Aortę, że mimo wszystko ja jestem fajniejsza (wszystkie moje pozostałe psy doskonale to wiedzą i to pomimo tego, że zawsze żyją razem), to kurczę! wszystko inne nie będzie problemem! I tak też postępowałam- każdego dnia udowadniałam Aorcie, jaka jestem niezwykle atrakcyjna, bo mam żarcie, bo mam zabawki, bo się fajnie szarpię i daję wygrywać, a do tego to ja jestem źródłem przygód i spacerów. I wiecie co? Po kilku miesiącach okazało się, że to działa 😀 Że owszem, Vena z Aortą mają ogromną więź między sobą, potrafią się godzinami kotłować, tłuc, mordować i ganiać na spacerach, aż w końcu usną jedna obok drugiej. Ale zdecydowanie ja mam pierwszeństwo i jestem psim bogiem 🙂 Być może właśnie na dlatego, że nigdy im siebie nawzajem nie limitowałam, że mogą się tłuc zawsze i wszędzie, w związku z czym na dłuższą metę jest to nudne… Podczas gdy ja z moimi zabawkami i smakołykami jestem dobrem limitowanym 😀

DSC_1021

Jednak aby nie było tak bezproblemowo donieść muszę, że początkowo starałam się tak układać mój dzień, bym mogła na co najmniej 4 spacery w tygodniu iść ze szczeniakiem sama. I wcale nie dlatego, żeby zawiązywać więź, tylko żebym mogła szczeniakowi poświęcić cały mój czas i nie dzielić go pomiędzy dwa psy. Zresztą- tak samo robiłam z pozostałymi psami, czyli wygospodarowywałam czas na co najmniej 2 indywidualne spacery z każdym psem- nawet takie po pół godziny, ale żebyśmy byli tylko we dwoje, bez reszty rodzeństwa. Siłą rzeczy też częściej zabierałam szczeniaka ze sobą na różne wyjazdy czy do pracy- najpierw, bo często sika i nie może zostać 8 godzin bez człowieka w domu. Potem- bo mu się nudzi i może niszczyć. A teraz- bo to właśnie czas tylko dla nas. Obecnie nadal częściej zabieram Aortę, jako że to wciąż jeszcze młodzież jest i proces przystosowania do życia w społeczeństwie nie został zakończony, ale też Aorta uczy się zostawania samej lub z drugim psem w domu, podczas gdy ja zabieram innego psa ze sobą.

DSC_0044

Samo życie

Wiem że nie tylko dział „od pantalona do czempiona” wieje pustką, ale tak serio- życie, praca, dom, dzieci i PSY zajęły całą moją przestrzeń nie pozostawiają nic na bloga. W związku z czym też nic nie robiłam ze szczeniakiem, albo przynajmniej- tak mi się wydawało… Bo wpisy blogowe popularnego trenera psów, który po śmierci znanej z tytułów książek szkoleniowych suki zaprosił do wspólnego życia kolejną, tyle że ukochanej przeze mnie rasy rottweiler, uświadomiły mi, że nie tylko można pisać o najbłahszych wydawałoby się sprawach, ale też- że te najbłahsze wydawałoby się sprawy wcale nie są takie oczywiste… Więc kajam się ogromnie i postanawiam się poprawić 😉

DSC_0670

Wracając do szczeniaka- rasy, jak się okazuje, wybitnie pracującej. No więc- nie robiłam z nim dotąd nic specjalnego Ja zdaję sobie sprawę, że można z takim prawie 11-miesięczniakiem wszystko. Że są psy w tym samym, tudzież młodszym wieku, które potrafią przebiec tor agility, pozytywnie zaliczyć zawody OBI klasa 0 i jeszcze na dokładkę skutecznie obronić właściciela- wszak obrona cywilna jest na tapecie od co najmniej 6 miesięcy. Ale mój osobisty pies, moja osobista malina ma na koncie jedynie kilka drobnych sukcesików (siad, wracanie na zawołanie nawet z pogoni oraz niekradnięcie żarcia w obecności właściciela żarcia 😉 ) i jeden wielki- NICNIEROBIENIE. Dosłownie. I nie wiem, czy to zasługa hodowcy (przypominam: Czarci Pazur z Oławy!!!), czy też jednostkowego charakteru mojego psa, czy też w końcu- mojego osobistego doświadczenia w NICNIEROBIENIU- ważne jest to, że mój pies potrafi NICNIEROBIĆ. Nie oznacza to, że on całe życie to ma nic nie robić, ino żreć, wydalać i oddychać, o nie!!! Kupiłam malinę, bo chciałam konkretnego psa do konkretnej roboty. Ale jako człek z natury leniwy i słaby wiedziałam, że czekają mnie okresy chorobowe, chorobowego lenistwa tudzież wymuszone okresy wzmożonej aktywności mózgowej (dopingowanej wizją braku premii), kiedy czas, jaki mogłam poświęcić psu (a mam, przypominam, 3 w zapędzie do 4!) kurczył się do przelotnego pogłaskania i wypuszczenia na siku (błogosławieństwo podwórek nawet tych wielkości chusteczki do nosa)- i tak przez kilka dni z rzędu!!! W związku z czym każdy mój pies, bez względu na poziom aktywności, musiał się nauczyć NICNIEROBIĆ. I o dziwo Aorcie, rasy, o które czytam niestworzone historie (podczas czytania których zastanawiam się, czy aby rodowód mojego psa to nie taki z pieczątką z ziemniaka… 😉 ), nie sprawiło problemu nauczenie się, że po tygodniach normalniej aktywności (spacery, podstawy posłuszeństwa i życia w rodzinie) następują okresy, kiedy nikt dla psa nie ma czasu. A potem jest WIEEEELKI spacer na wypuszczenie skumulowanej energii i znowu następują tygodnie normalnej aktywności… aż do kolejnego przestoju 😛

DSC_0677

Produkcja karm dla zwierząt domowych

O tym, jak produkowane są karmy dla zwierząt powstały mity- że ze zwłok padłych zwierząt, że dorzucane są martwe psy i koty, ze odpady itd. I po prawdzie to jest prawda- karmy produkowane są z „odpadów”, przynajmniej z definicji. W prawie dotyczącym przemysłu mięsnego funkcjonuje określenie UPPZ- uboczne produkty pochodzenia zwierzęcego. Są to całe zwierzęta martwe lub ich części, produkty pochodzenia zwierzęcego lub inne produkty otrzymane ze zwierząt nieprzeznaczone do spożycia przez ludzi, w tym komórki jajowe, zarodki i nasienie. UPPZ ze względu na zagrożenie dzielone są na kategorie:

Kat.1

  • Niektóre części zwierząt wrażliwych na TSE („choroba szalonych krów”)
  • Zwłoki zwierząt domowych i egzotycznych (zoo, cyrki)
  • Zwłoki zwierząt chorych na TSE oraz zwierząt dzikich podejrzanych o choroby zakaźne
  • Zwłoki zwierząt nielegalnie leczonych
  • Jest to tzw. Materiał szczególnego ryzyka, SRM.
  • Zazwyczaj ulega spaleniu po uprzednim przetworzeniu
  • kategoria 2 + kategoria 1 = kategoria 1
  • Oznaczana kolorem czarnym oraz napisem: Wyłącznie do usunięcia

Kat.2

  • Obornik
  • Zwłoki zwierząt gospodarskich
  • Tusze niezdatne do spożycia z powodu ciał obcych
  • Ścieki pochodzenia zwierzęcego
  • Płody i zamarłe jaja
  • Komórki rozrodcze, zarodki, nasienie
  • Zazwyczaj przetwarzany- spalany, kompostowany, przetwarzany w biogaz, przetwarzany w nawóz
  • kategoria 2 + kategoria 3 = kategoria 2
  • Oznaczana kolorem żółtym oraz napisem: nie do spożycia przez zwierzęta

Kat. 3

  • Tusze zwierząt ubitych, zdatnych do spożycia przez ludzi ale w celach handlowych przeznaczone do innych celów
  • Tusze uznane za niezdatne do spożycia, ale od zwierząt które przeszły badanie przedubojowe
  • Skórki, rogi, stopy od zwierząt innych niż wrażliwe na TSE
  • Krew, łożysko, wełna, pióra, włosy, ścinki z kopyt, mleko *
  • Zwierzęta wodne
  • Produkty uboczne z wylęgarni
  • Tkanka tłuszczowa
  • Odpady gastronomiczne
  • Może być użyty do produkcji mączki zwierzęcej, tzw. PAP
  • Może być użyty do produkcji karm i pasz dla zwierząt
  • Oznaczany kolorem zielonym oraz napisem: nie do spożycia przez ludzi

sur-wykres

Zwracam uwagę na pierwszy podpunkt kategorii 3, bo w tym jest cały kruczek. Otóż, proszę państwa- jeżeli kupujemy w sklepie mięsnym pierś z kurczaka, albo szponder wołowy, albo szyjki indycze W CELU PODANIA ICH WŁASNEMU PSU, to to mięso automatycznie, według prawa, staje się UPPZ, „odpadem” i nie powinno trafić na talerz żadnego człowieka. Wszystko, co nie jest przeznaczone do spożycia przez ludzi- jest UPPZ. Stąd wszystkie karmy dla zwierząt produkowane są z „odpadów”.

china-607765_960_720

Oczywiście, mamy różne rodzaje karm- jedne są produkowane tylko i wyłącznie z mięsa zdatnego do spożycia przez ludzi, ostatnio oznaczane „Human grade”, czyli- jakości ludzkiej. I wtedy wiemy, że to, co trafiło do produkcji tej karmy mogło równie dobrze trafić na nasz ludzki stół. Ale Kategoria 3 jest dużo rozleglejsza niż podpunkt pierwszy- i o ile podpunkt drugi też nie jest straszny (bo to są zwierzęta, które zostały zakwalifikowane do uboju jako zdatne do spożycia przez ludzi, ale w badaniu poubojowym coś się lekarzowi nie podobało- może ropnie, może tusza była bardzo poobijana, no w każdym bądź razie lekarz stwierdził że nie powinna trafić na stół, ale nie ma podstaw do tego by uznać że zwierzę było np. chore na chorobę zakaźną), o tyle część dalszych może budzić wątpliwości. Przy czym podkreślić muszę, że nie wszystko z kategorii 3 może trafić do produkcji karm dla zwierząt! Z tego wykluczone zostały np. odpady gastronomiczne, skóry, skórki, kopyta, pióra, wełna, rogi, sierść i futro od zwierząt martwych oraz tłuszcz od zwierząt, które nie przeszły badania poubojowego.

neck-6068_960_720

Jeżeli wczytamy się dokładnie w ustawodawstwo dotyczące produkcji karm, to okaże się, że do produkcji karm można użyć także kategorii 1- ale TYLKO I WYŁĄCZNIE od zwierząt poddanych nielegalnym zabiegom leczniczym, co w zasadzie sprowadza się do zwierząt którym podano substancje hormonalne, tyreostatyczne i beta-agonistyczne- co jest zabronione!

Podsumowując i dodając parę nowych informacji.

Karmy dla psów i kotów dzielimy na:

  • Sucha- max 14% wilgotności
  • Półwilgotna- do 60% wilgotności
  • Wilgotna- powyżej 60% wilgotności

A wg rozporządzenia (WE) nr 1069/2009 na:

  • Przetworzoną
  • Surową
  • Gryzaki dla psów

Karma dla zwierząt domowych oznacza pokarm inny niż PAP (mączka mięsno-kostna) wykorzystywany jako pokarm dla zwierząt domowych oraz gryzaki dla psów składające się z UPPZ lub produktów pochodnych.

Do produkcji karm dla zwierząt domowych można użyć większości UPPZ kat. 3 oraz niektórych UPPZ kat. 1

food-bowl-281980_960_720

Surowce stosowane do produkcji karmy surowej to:

  • Tusze i części tuszy zwierząt gospodarskich z uboju, uznanych za zdatne do spożycia przez ludzi, lecz odrzucone ze względów handlowych
  • Łby drobiu
  • Tusze i części tuszy zwierząt gospodarskich z uboju:

                     – uznanych za zdatne do spożycia przez ludzi w badaniu przedubojowym

                    – odrzucone jako nienadające się do spożycia przez ludzi

                     – niewykazujące chorób

Surowce stosowane do produkcji karmy przetworzonej to:

  1. Wszystkie UPPZ kat. 3 za wyjątkiem:
  • Skór, skórek, kopyt, piór, wełny, rogów, sierści i futra od zwierząt martwych
  • Tkanki tłuszczowej od zwierząt które nie przeszły badania poubojowego
  • Odpadów gastronomicznych (UWAGA!!! Była żywność też jest odpadem gastronomicznym)

2. UPPZ kat. 1- TYLKO pochodzący od zwierząt poddanych nielegalnym zabiegom       leczniczym

Do produkcji gryzaków można użyć dokładnie tych samych UPPZ co do produkcji karmy przetworzonej.

Jeżeli materiał kategorii 3 uległ zmianie w wyniku rozkładu i zepsucia tak, że może stanowić zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt, nie może być przetwarzany w celu wykorzystania go do produkcji karmy!

Karma dla zwierząt w puszkach musi zostać poddana obróbce cieplnej minimum przez 3 minuty w temperaturze 121 stopni C, ponieważ tylko taka obróbka zapewnia, że wyginą wszystkie beztlenowce, w tym Clostridium botulinum.

Karma surowa nie jest poddawana obróbce cieplnej za wyjątkiem mrożenia, ale ma restrykcyjne wymagania mikrobiologiczne: w karmie surowej nie może być więcej Enterobakterii niż m=10, podczas gdy dla mięsa mielonego dla ludzi m=500, oraz normy dla Salmonelli.

Gryzaki produkowane ze skór- obróbka wystarczająca dla zniszczenia Salmonelli, zaś gryzaki produkowane z innych UPPZ- obróbka w całości w temp. min 90 stopni C.

dog-food-512823_960_720

Karma przetworzona jeżeli robiona jest z UPPZ- obróbka termiczna minimum 90 stopni C, natomiast jeżeli robiona jest z mączki kostnej, która jest poddana obróbce w temperaturze powyżej 130 stopni C, to nie musi być poddana o ile nie zostaną dodane inne UPPZ.

Zasadniczo mimo żem BARFowiec (albo raczej RAWowiec) nie mam nic przeciwko dobrej jakości karmie. Oczywiście zawsze można mówić, że producenci mogą kłamać, zafałszowywać itd. Bo te martwe psy i koty naprawdę trafiały do karm, mimo że jest to absolutnie zabronione. Ale afery trafiają się wszędzie- co jakiś czas media rozgrzewają się od kolejnych przypadków wykrytej koniny w wołowinie, albo wręcz eksporcie przeterminowanej i zepsutej wołowiny z Brazylii. To nie jest tylko przypadłość karm, bo wszędzie tam gdzie liczy się zysk, zaczynają się machlojki.

Dlatego jeżeli chcecie karmić psy karmą suchą- nie mam nic przeciwko. Tylko wybierzcie taką dobrą- która w większości składać się będzie z mięsa (patrząc po opakowaniu na pierwszym miejscu w składzie powinno być MIĘSO, na drugim i trzecim też, a dopiero potem- ziemniaki, zboża czy inne warzywa 😉 ). I, niestety- zazwyczaj za jakością idzie CENA. Nie wierzcie w to, że karma 20 kg za 20 zł składa się z czegoś innego niż przysłowiowy „pies zmielony z budą”.

I wracając do Royala- na którym się nomen omen „wiesza psy”- nie wypowiadam się na temat karm bytowych, bo faktycznie, są lepsze. Ale diety weterynaryjne SĄ skuteczne. Jeżeli na karmie pisze: „zapobiega kamieniom nerkowym” to znaczy, że są badania naukowe które to potwierdzają (albo skuteczność karmy, albo składnika karmy). To samo z karmami leczniczymi. I mówcie co chcecie, ale karmy weterynaryjne mają duże znaczenie w opanowywaniu/leczeniu choroby takiej jak niewydolność nerek czy wątroby. Jasne, MOŻNA próbować uzyskać ten sam efekt za pomocą surowizny, ale nie każdy ma i musi mieć taką determinację.

rc-logo

Książki o żywieniu naturalnym

Żywienie naturalne zdobywa coraz szersze grono zwolenników, dlatego cieszy fakt, że na rynku pojawia się coraz więcej książek poruszających temat diety surowej. Jako pierwsza pojawiła się książka pani Małgorzaty Olejnik „Pies na diecie BARF” i „Kot na diecie BARF”– obie pozycje z całego serca polecam tym wszystkim, którzy zastanawiają się nad przejściem na dietę surową i nie wiedzą, jak się za to zabrać. Obie książeczki są dość cienkie i zawierają absolutnie podstawową wiedzę o diecie naturalnej, o tym jak zacząć, co podawać i jak komponować posiłki.

d793518

Najnowszą pozycją na rynku jest cegła Izabeli Sekuły „W zgodzie z naturą. Biologicznie odpowiednia surowa dieta psa bez tajemnic”. Pani Izabela jest barwną i znaną postacią w świecie BARFerów, przez wielu uważana za guru, przez innych znienawidzona, bowiem podejście ma dość „sekciarskie” i restrykcyjne, potrafi też dosadnie komuś dogadać. Na fb prowadzi grupę o żywieniu naturalnym i odżegnuje się od nazwy BARF twierdząc, że propaguje Dietę Wilczą lub RAW, a przyczynę i różnicę pomiędzy BARFem i RAWem wyjaśnia w książce. Pani Izabela prowadzi też kursy na temat diety RAW i odpowiedniej suplementacji, na które naprawdę warto pojechać. Wracając do książki- wyczekiwałam jej z ogromną niecierpliwością, bowiem pani Izabeli można nie lubić jako człowieka (ja akurat lubię i to bardzo), ale wiedzę ma PRZEOGROMNĄ, zdobytą na czytaniu literatury fachowej i badań naukowych. I sporo tej wiedzy znalazło się w książce, liczącej prawie 350 stron i napisanej drobnym druczkiem 😉

3-okladka-mala

Po wstępnym przeglądzie książkę zakwalifikowałam do działu „lektur obowiązkowych”- które TRZEBA przeczytać, ZMUSIĆ SIĘ do choćby 10 stron dziennie. Dlatego ogromnie się zdziwiłam, kiedy czytanie pochłonęło mnie na tyle, że kontynuowałam relaksując się w wanie- po prostu książka jest napisana tak przystępnym i interesującym językiem, że czyta się ją niczym powieść, nawet rozdział o składnikach odżywczych 😉

Niestety, obie książki nie są pozbawione błędów- dotyczących produkcji suchych karm oraz przemysłu mięsnego. Pewnie, na rynku mamy zatrzęsienie karm o wartości odżywczej równej „psu zmielonemu z budą”, ale naprawdę przepisy dotyczące produkcji karm dla zwierząt są dość restrykcyjne (na przykład normy mikrobiologiczne dla karm surowych dla zwierząt domowych są ZNACZNIE wyższe od tych dotyczących surowego mięsa do spożycia dla ludzi!) i nieprawdą jest, jakoby można tam było wrzucać wszystkie odpadki. Ale o tym jakie są przepisy odnośnie karm napiszę wkrótce w osobnej notatce.

Reasumując- polecam obie książki dla osób zainteresowanych naturalnym żywieniem psów, a książkę Izabeli Sekuły- dla tych, którzy dietę już stosują.

Spacery grupowe: +100 do stresu ;)

Wyobraźcie sobie, że idziecie z dzieckiem na ogromny plac zabaw. Dzieciaków jest kilkadziesiąt- starsi chłopcy szaleją w małpim gaju, kilku gra w piłkę, paru biega. Część dzieci zjeżdża na zjeżdżalni, inne lepią zamki w piasku, dziewczynki bawią się w dom (a fe!! Ty antydżenderze 😛 ). Oczywiście, jak to między dziećmi- a to się pobiją o łopatkę, a to popchną, a to pokłócą… Ale zaraz zabawa zgodnie rusza dalej. Aż nagle na plac wpada Andrzejek- starszy, z lekka otyły chłopczyk, który w dzikim pędzie wpada do piaskownicy i rozdeptuje zamki. Jeszcze zaskoczone dzieci nie zdążyły ryknąć, gdy Andrzejek wyrwał jednej dziewczynce lalkę, drugą pociągnął za włosy, trzecią popchnął, po czym wykopał piłkę za teren placu zabaw, dał w nos starszakowi i sypnął piachem maluszkowi… I tak cały czas. Tato nie reaguje, bo wie pani, on tak tylko się bawi, poza tym to jest chłopak, musi się wyszaleć, a jego matka to qrwa, zostawiła mnie dla dentysty i Andrzejek bardzo to przeżywa…
Część rodziców zabiera dzieci w bardziej odległe miejsca placu zabaw, a część zostaje, bo albo ich dziecko Andrzejkowi odda, albo uważają, że przecież życie to nie bajka i niech się uczą.

Straszne, prawda? Coś takiego wydarzyło się ostatnio, tylko że nie dotyczyło dzieci, a psów. Udałam się  na grupowy spacer nad zamarznięty zalew. Przyjechało kilkadziesiąt psów- część już się znała, kilka było nowych, ogólnie psy bardzo fajnie się porozumiewały. Aż wpadł między nie- no właśnie, kto zgadnie, jakiej rasy był pies?  Wpadł i z zębami na wierzchu podleciał do pierwszego z brzegu psa, jazgocząc pokłapał mu zębami przed nosem i poleciał do następnego… i następnego… i kolejnego… A jak mu się udało jakiegoś skotłować, to brał go między łapy i gnoił. Właściciel- oczywiście, nie reagował, zresztą na smyczy miał drugiego, który najwyraźniej był jeszcze gorszy, bo cały spacer przeszedł na uwięzi. Na szczęście większość psów po pierwszej konsternacji zaczęło się bawić dalej, kuląc się tylko na chwilę, jak „Andrzejek” podbiegał. Czasem pan postanawiał reagować, wołając: „Andrzejek tak nie wolno,chodź, no chodź”- oczywiście, Andrzejek miał pana w nosie. Wraz z grupką osób zostaliśmy z tyłu, ale cały czas było słychać, że Andrzejek właśnie kogoś dopadł.
Morału nie ma, ale cały czas nie mogę dopatrzeć się celu zabierania takiego psa na grupowy spacer, bo ten pies niczego się nie nauczył- nie mógłby z takim poziomem emocji, poza tym nikt nawet nie próbował go czegokolwiek nauczyć! Jeżdżąc z małą Veną na spacery grupowe widziałam psa tej samej rasy, który też miał ogromne problemy z emocjami i rzucał się do każdego psa. Właściciele cały czas z psem (na smyczy!) pracowali i ze spaceru na spacer było widać postępy. W przypadku Andrzejka może być tylko gorzej, a ile psów w międzyczasie „zepsuje”? Zniechęci? Ech…

W zasadzie nie jestem wielką fanką spacerów grupowych. Baaa, kiedyś byłam ich ogromną przeciwniczką, ale teraz dopuszczam spacery grupowe w pewnych sytuacjach. Na pewno są lepsze niż place zabaw dla psów!!! I są psy, które świetnie się odnajdują na takich spacerach. Ale jest cała masa psów, która tego nie lubią, nie odnajdują się i dla których spacer, w ogromnej ilości psów, jest po prostu stresujący. Problem w tym, że niewielu, naprawdę niewielu właścicieli jest w stanie zaobserwować u swojego psa objawy ewidentnego stresu i „nielubienia”. Jeszcze mniej jest w stanie zrezygnować dla dobra swojego psa z takich spędów- bo pies wraca z takiego spaceru dosłownie wypompowany, jeżeli nie fizycznie, to na pewno emocjonalnie. I potem cały dzień go nie ma w domu, fajnie, co nie? Jeżeli spacery grupowe fundowane są takiemu psu od czasu do czasu, to nie jest to ogromnym problemem, ale bardzo często na takie spacery chodzi się przynajmniej co tydzień.

Z drugiej strony takie spacery są świetne dla psów problemowych- jeżeli wiemy jak pracować z takim psem! Tak samo w przypadku szczeniąt i młodzieży- pies ma okazję poznać mnóstwo różnych psów, pokomunikować się, poszaleć. Ale tak samo- właściciel musi wiedzieć, kiedy jego pies czuje się zagrożony, kiedy sytuacja go przerasta, jak mu pomóc i jak zaaranżować środowisko, by pies ze spaceru wyciągnął same pozytywy, oraz jak zniwelować ewentualne złe skutki.

Sama idea spacerów grupowych jest świetna: ot, mamy grupkę ludzi z psami, którzy spędzają razem czas- jeżdżą na dogtrekkingi, w góry, itd. Psy się znają, lubią. Umawiają się na dłuższy spacer. Spacer był super, psy zadowolone, ludzie też. Więc umawiają się na następny- kilka osób przyprowadza znajomych z kolejnymi, przyjacielskimi psami. Grupka się rozrasta, ciężko się umawiać za pomocą poczty pantoflowej, więc powstaje strona na fb. Ale właśnie w związku z tym, że strona jest publicznie dostępna, powstają regulaminy, zasady i porady jak sprawić, by spacery nadal były przyjemnością dla wszystkich. Zaczynają się pojawiać osoby z psami problemowymi- albo w asyście szkoleniowców, albo przeszkoleni, jak mają z psami pracować. I cały czas jest fajnie. Do momentu, w którym wpada Andrzejek… Przy czym założę się, że Andrzejek w parku czy na osiedlu też tak wpada, bo przecież nikt go na smyczy nie trzyma… A tak z mojego doświadczenia spacerowego na co dzień i grupowego (byłam na 5 spacerach w grupach po kilkadziesiąt psów) wynika, że na tym grupowym psy są po prostu fajne, podczas gdy na co dzień wolę unikać cudzych psów…

Można się jeszcze zastanowić nad spacerami w mniejszej grupie znanych psów- ale z własnego doświadczenia wiem, że ludzie nie potrafią czytać własnego psa bez względu na to, czy są n spacerze z 3 innymi, czy z 30 innymi 😉

Dlatego ZAWSZE należy BARDZO ROZWAŻNIE podejmować decyzję o tym, czy aby na pewno nasz pies się kwalifikuje na spacery grupowe- i zrezygnować, jeżeli widzimy, że pies sobie nie radzi, albo jego „radzenie sobie” okupione jest ogromnym stresem. Bo w końcu spacer- ma być przyjemnością. I tego się trzymajmy!