Seminarium „Motywacja, zabawa, aport” z Paulą Gumińską

Ostatnie dwa miesiące zapełnione miałam różnej maści seminariami, konferencjami czy warsztatami, oczywiście dotyczącymi psów. Z jednych jestem bardziej zadowolona, z innych mniej, niektóre to były pieniądze wyrzucone w błoto, ale są i perełki- jak na przykład seminarium o motywacji z Paulą Gumińską. Było to moje drugie! seminarium o motywacji z Paulą, ale z chęcią przejadę się i trzeci raz i mogę powiedzieć jedno- to są jedne z lepiej wydanych pieniędzy.

14717059_10206787711964785_5172876702024055908_n

Paula Gumińska jest czynną zawodniczką konkurencji frisbee i agility i ma 3 psy rasy (oczywiście) border collie. Jest też bardzo pozytywną osobą, bardzo ciekawie opowiada i stosuje niesamowicie plastyczne porównania (typu „dzika flądra”😀 ). Jak sama mówi- ma „niewychowane” psy (na przykład ciągną na smyczy), w dodatku border collie😛 , które startują w konkurencjach wymagających od psa dużego „nakręcenia”, a mimo to mogą być wzorem wychowania i opanowania dla wielu znanych mi psów. I właśnie o tym jest seminarium- jak wychować psa sportowego, z którym nie będzie ciężko mieszkać. Oczywiście sporo Paula mówi o motywacji, sposobach nagradzania i zabawy, ale przede wszystkim pokazuje swoje sposoby na wychowanie i nauczenie psa rzeczy przydatnych w zwyczajnym życiu, dzięki którym i w sporcie będzie nam łatwiej. 14520433_10206787730805256_3402043342151136672_n

Za pierwszym razem na seminarium pojechałam ot, bo zwolniło się miejsce, było blisko a ja miałam wolny dzień. Pojechałam z psem, o którym można powiedzieć wszystko poza tym, że ma problemy z motywacją, a mimo to wróciłam do domu z pomysłami na to jak przepracować pewne problemy wynikające z nadmiernej motywacji u mojego psa.  Za drugim razem pojechałam ze szczeniakiem- w celach przede wszystkim socjalizacyjnych- i kolejny raz wyciągnęłam sporo „perełek”, które na pewno ułatwią mi pracę z moimi psami. A wiecie dlaczego pojechałabym po raz kolejny? Bo każde seminarium jest „wyjątkowe”. Paula ma oczywiście jakiś program seminarium który jest stały dla wszystkich, ale szczegóły dostosowywane są do konkretnych psów. A że za każdym razem w seminariach biorą udział inne psy, z innymi problemami, właścicielami i sposobem pracy, toteż za każdym razem można dowiedzieć się czegoś zupełnie innego i absolutnie nie można się znudzić.

14725646_10206787727245167_833633343374663654_n

Recenzja: książki Zofii Mrzewińskiej

Mam bardzo bogatą kolekcję książek o psach- bez namysłu kupuję wszystko, co ukazuje się na rynku no chyba, że książka jest z cyklu tych totalnie podstawowych. Co więcej- wszystkie książki przeczytałam, niektóre raz, inne więcej niż 10 razy, wszystko w zależności od książki. Lubię też co jakiś czas wrócić do niektórych- tym sposobem po kilkunastu latach sięgnęłam ponownie po książki Zofii Mrzewińskiej, bo potrzebowałam czegoś „lekkiego” i przyjemnego jako lekturę do wanny. A pani Zofia pisze lekko, zabawnie i bardzo przyjemnie🙂 I wiecie co? Po tych kilkunastu latach jej książki nic nie straciły- zawarta w nich wiedza jest jak najbardziej aktualna (!!!  a przecież tyyyleee się zmieniło!!!) podejście do psa- typowo rodzicielskie (no okej, można się czepiać słów typu „dominacja”, „rywalizacja” i „przewodnictwo”co nie zmienia faktu, że pani Zofia jest bardziej „Dog oriented” i pozytywna od osób deklarujących się jako pozytywne czy zorientowane na psa), sposób przedstawienia wiedzy- jasny i klarowny i zdecydowanie mogę powiedzieć, że to nadal są najlepsze na rynku książki szkoleniowe! Do tego książeczki są krótkie i zwięzłe (i dlatego książeczki), poprzeplatane historyjkami z życia wziętymi co najlepiej przemawia do czytającego. Brakuje im tylko zdjęć- nie ma co zapominać, że dzisiaj największe wzięcie mają książki przypominające niemalże komiksy😉 chociaż ja akurat lubię treść bez zbędnych  zdjęć.

Książki autorstwa Zofii Mrzewińskiej: „Psim zdaniem”, „Zwykły niezwykły przyjaciel”, „Jak rozmawiać z psem”, „Po obu końcach smyczy” są jeszcze dostępne w niektórych księgarniach internetowych i kosztują niewiele- koło 15 złotych za jedną. Moim zdaniem żadna złotówka wydana na te książki nie będzie stracona, a jeżeli jeszcze do tego zastosujemy się do porad w nich zawartych- satysfakcja gwarantowana!

Lęk przed burzą/strzałami

Pies może bać się tylko burzy, bać się tylko strzałów, albo bać się jednego i drugiego. Albo, oczywiście, może nie bać się wcale- i to jest ideał, do którego dążymy😉

Skąd się bierze lęk? Może być wrodzony, w takim wypadku już szczeniak wykazuje zachowania lękowe- chociaż nie zawsze! są głosy, że niekiedy lęk się włącza w pewnym wieku, najczęściej koło 3 roku życia i nie jest to związane z traumą. Bo drugim i częstym powodem lęku jest trauma- pies przeżywa na przykład trafienie piorunem w dom, ktoś życzliwy wrzuci mu petardę między nogi, lub też nieprzyjemne wydarzenie w życiu psa zbiegnie się z hałasem spowodowanym przez burzę i następuje niewłaściwe, ale całkiem logiczne skojarzenie faktów.

Objawy lęku są różne- do paniki i prób ucieczki z pomieszczenia, poprzez panikę i poszukiwanie bezpiecznego z punktu widzenia psa legowiska (pod wanną, w szafie, za tapczanem), aż po różnego natężenia niepokój i dyszenie.

Postępowanie- jeżeli pies wpada w panikę i ma problemy z funkcjonowaniem na co dzień, to warto się zastanowić nad wdrożeniem leczenia- czy to doraźnego podczas sytuacji, czy też nawet długotrwałego. Oczywiście leczenie powinien zaordynować lekarz weterynarii specjalizujący się w terapii zaburzeń zachowania i pamiętać należy, że same leki niczego nie rozwiążą- bo potrzebna jest jeszcze praca na co dzień.

Pies który szuka schronienia powinien mieć je zapewnione. Pies, który szuka wsparcia właściciela także powinien je otrzymać. I wiem, że wkraczam na śliski teren- w końcu od kiedy pamiętam tłuczono nam do głów, że czego jak czego, ale nie można pocieszać psa, bo zachowanie się nasili. No ale- czy można nagrodzić lęk (=emocję)? Można karaniem zwiększyć strach, ale przecież nie nagradzaniem! Za to- jak najbardziej można nagrodzić REAKCJĘ, która nie do końca może nam pasować. Dlatego wspierajmy psa, ale z głową! Czyli- zachować spokój, pozwolić psu na kontakt, jeśli tego potrzebuje- niech leży obok, nawet niech wejdzie na kolana jeśli na co dzień może, ale nie przerywajmy czynności po to, by psu poświęcać całą naszą uwagę. Po prostu- całym sobą należy pokazać, że nic się nie dzieje i nie ma powodu do strachu, a przy właścicielu pies jest bezpieczny.

Jeżeli nasz pies pomimo burzy/strzałów nie odmawia jedzenia, to można zastosować przeciwwarunkowanie- wyrobić w psie skojarzenie: burza=coś pysznego do jedzenia. Na przykład kong z mięsem/pasztetem w środku, kość wołowa do obgryzania czy też rozrzucone po dywanie smakołyki. Podobnie można postąpić z psem, który pomimo strachu ma ochotę na zabawę- także wyrabiamy w nim skojarzenie: burza=zabawa! Po kilku takich przypadkach może się okazać, że nasz pies na odgłosy burzy reaguje radością😉

Kolejna metoda to odwrażliwianie, polegające na stopniowym przyzwyczajaniu psa do hałasu, na przykład poprzez puszczanie mu płyt z nagraniem burzy/strzałów. Problem z tą metodą jest taki, że po pierwsze to powinna być zastosowana w okresie, kiedy burz/strzałów nie ma- bo jedno wydarzenie może zepsuć całą dotychczasową pracę. A po drugie- często nie wiemy na co konkretnie reaguje pies, gdyż są doniesienia, że niektóre psy boją się wyładowań elektrycznych albo zmiany ciśnienia i to to, a nie hałas, powoduje lęk. Niemniej warto pomyśleć o tej metodzie przy całościowej pracy nad lękiem.

 

Z życia wzięte: Analiza psa pod względem agresji

O tym, że każdy pies może być agresywny pisałam nie raz. Dlatego postanowiłam na podstawie moich własnych i osobistych psów przeprowadzić dla Was analizę tego, na ile mogą się wykazać agresją. Nie wobec mnie, bo choć oczywiście jest to możliwe, to mamy do siebie na tyle dużo zaufania i wypracowanych zachowań, że ryzyko jest minimalne. Ale na przykład wobec mojego syna- który jest domownikiem i według większości ludzi powinien być na takich samych prawach traktowany przez psy, co mija się z prawdą. Przede wszystkim dlatego, że relacje wypracowuje sobie każdy osobno i to, co łączy mnie i moje psy nie przedkłada się nawet na mojego męża- jasne, jemu jest łatwiej pracować na bazie tego, co ja osiągnęłam, ale bez pracy włożonej w relacje efektu nie osiągnie. Jeśli chodzi o dziecko to sprawa w ogóle się komplikuje, bo nawet kilkunastoletnie nie zawsze jest w stanie świadomie postępować tak, by te relacje wypracować, toteż zazwyczaj to my, rodzice jesteśmy odpowiedzialni za właściwe stosunki na linii pies-dziecko. I niestety- cały czas musimy je nadzorować, gdyż zwyczajnie- dziecko jest dzieckiem, a pies jest psem i zarówno bycie dzieckiem jak i bycie psem może prowadzić do wielu problemów, w tym tych z agresją w pakiecie.

14107623_10206455450298451_2021443776347383910_o

Wracając do psów to tym, który budzi moje największe obawy jest rottweiler- ale nie dlatego, że jest rottweilerem! Tylko dlatego, że trafił do mojego domu jako 6-letni, w pełni ukształtowany pies. W związku z tym ja nie wiem, czy w ciągu tych 6 lat Elza nie miała złych doświadczeń z dziećmi, albo czy nie nabrała złych skojarzeń. A biorąc pod uwagę niektóre jej zachowania jest to prawdopodobne! Dodatkowo Elza ma parę zachowań, które dla mnie nie są problemem bo je wypracowałyśmy, ale nie próbowałam pracować nad nimi przy pomocy dziecka- na przykład pilnuje jedzenia. Przy czym patrząc po jej zachowaniu można wnosić, że kiedyś uczono ją oddawania jedzenia w sposób siłowy, bijąc, dlatego do tej pory jedzenie jest dla niej sytuacją stresową. Po przepracowaniu tematu ja nie mam problemu z odebraniem jej jakiegokolwiek pokarmu, ale już obcy, nieopatrznie znajdujący się w pobliżu, jest goniony z zębami. Dlatego jedzenie jest jedną z sytuacji, podczas których mogłoby dojść do zachowania agresywnego wobec mojego dziecka. Jakby Elza była psem młodszym, z mniejszymi naleciałościami, mogłabym się pokusić o próbę odkręcenia tej sytuacji, ale moim zdaniem- nie warto. Syna uczę tego, że absolutnie, pod żadnym pozorem nie można psu przeszkadzać w jedzeniu i tego się trzymam. A Elzie zwyczajnie zapewniam spokój i izolację, żeby nie musiała w stresie „łykać” jedzenia.

934135_1031173376930371_6847283569547675000_n

Kolejną rzeczą jest to, że Elza jest psem starym, ze zwyrodnieniami stawów i kręgosłupa. Dbam o to by nie odczuwała bólu na co dzień, ale jednak jest bardziej wrażliwa i ostrożna przy próbach dotyku w miejscach tkliwych. Ja o tym wiem i staram się unikać dotykania tych miejsc, no a dziecko- wiadomo. Tak samo jeśli chodzi o słuch- Elzie zaczyna powoli szwankować ten zmysł, jak się skupi to słyszy, ale zdarza jej się zamyśleć, albo zwyczajnie- spać tak głęboko, że nie słyszy nic. Czy w takiej sytuacji zerwana nagle ze snu poprzez dzieciaka nie mogłaby ugryźć w samoobronie, nieświadoma tego kto to? Pewnie że mogłaby! Dlatego ze względu na bezpieczeństwo i Elzy i syna stale ich nadzoruję. Jest to o tyle łatwe, że Elza zwyczajnie trzyma się mnie, więc w zasadzie zawsze mam ją przy sobie. Ale z drugiej strony- jest duża i często leży w ciągach komunikacyjnych, co powoduje że mój prędziutki syn albo przebiega koło niej z prędkością światła (tak tak, to też jest czynnikiem zwiększającym ryzyko pogryzień!), albo musi wręcz nad nią przejść (wiem wiem, według zwolenników teorii dominacji pies dominuje i dlatego wybiera te miejsca w związku z czym powinnam jej kazać za każdym razem się przesunąć, jak idzie moje dziecko, co spowodowałoby, że uznałaby syna za tego wyżej w hierarchii😀 Ej no, serio??? Po pierwsze, to jakim cudem pies miałby uznać syna wyżej w hierarchii, skoro to ja jej nakazuję się przesunąć? Albo- dlaczego miałabym kazać staremu psu ze zwyrodnieniami, dla którego wstawanie jest w pewnym stopniu kłopotliwe, wstawać za każdym razem??? No i trzecia sprawa- a może po prostu ona kładzie się tam, bo ma najwięcej miejsca i najlepszy widok na mnie?). W każdym bądź razie- chociaż ryzyko oceniam na niskie (w końcu Elza jest bardzo miłym i sympatycznym rottweilerem, o dużych umiejętnościach społecznych i ogromnym zaufaniu do mnie), to jednak jak najbardziej istnieje. Plusem dla Elzy jest to, że ma ogromną kontrolę ugryzienia- jakby była u mnie od szczeniaka, to prawdopodobnie byłaby najbezpieczniejszym psem z całej 4.

13925094_1120466294667745_163675514635675232_n

Drugim psem, który mógłby ugryźć, jest Vena- od szczeniaka wychowany przeze mnie pies, bardzo socjalny, bardzo ufny, który przyszedł do domu już po narodzinach dziecka. Skąd więc lęk, że mogłaby ugryźć? Ano Vena jest psem, który łatwo wchodzi na bardzo wysoki stopień pobudzenia, a wtedy łatwiej o wymknięcie się spod kontroli. Mogłaby doskoczyć do dziecka trzymającego np. piłkę i niecelowo zadrasnąć go zębami, albo usiłować wręcz zabrać mu piłkę. Wprawdzie od samego początku zwracałam na to ogromną uwagę- że dziecko jest nietykalne, że piłka dziecka jest nietykalna itp., ale jednak nie mogę mieć 100% pewności, że zawsze Vena będzie pamiętała o  tej zasadzie. Dodatkowo Vena jest psem taranem- nie zwraca uwagi po czym (lub kim!) przebiega, co przy okazji przewraca, wpada na ludzi i meble… Nietrudno sobie wyobrazić, jakie szkody może spowodować u malutkiego dziecka! Dodatkowo nie wiem, czy Vena kontroluje siłę ugryzienia, bo też nigdy nie próbowała wobec nikogo zastosować zębów, ale patrząc na stopień pobudzenia mogę przypuszczać, że kontrola ugryzienia może być problemem.

14068217_1093528214027635_6751162970922461088_n

Najmniej boję się o reakcję agresywną ze strony Tekli, co jest dość paradoksalne, gdyż Tekla jest psem z którym najwięcej musiałam przepracować i w którego zdecydowanie włożyłam najwięcej pracy. Nie muszę ukrywać, że jestem niesamowicie dumna z efektu końcowego, bo cały czas pamiętam jakim problemowym szczeniakiem była Tekla od początku. Dość powiedzieć, że to mój jedyny pies który mnie ugryzł, i to z przebiciem skóry (co wskazuje że kontrola ugryzienia u niej żadna i gryząc może zrobić poważną krzywdę)- oczywiście moja wina tylko i wyłącznie. Na szczęście było to na samym początku naszej wspólnej drogi i nie powtórzyło się nigdy więcej- nie tylko dlatego, że ja nie dopuszczam do takich sytuacji, ale także dlatego, że problemy przepracowałyśmy. W każdym bądź razie Tekla jest niezwykle wrażliwa na punkcie swojego ciała, nie lubi zbyt bliskiego i intensywnego dotyku i ogólnie to typ wrażliwy, lękliwy i delikatny. Wbrew pozorom jest to ogromny problem, bo niewypracowany wrażliwiec użyje zębów za każdym razem gdy uzna, że jest w niebezpieczeństwie, czyli na przykład gdy ktoś go gwałtownie schwyci. Dlatego moją główną pracą nad Teklą było nauczenie jej akceptacji dotyku każdej części ciała i z każdą intensywnością- poczynając od muśnięcia, a na mocnym chwycie kończąc. Tak samo z nauką podnoszenia i unieruchamiania. Ogromnym ułatwieniem było (i jest) to, że Tekla jest w stanie narazić się na wiele nieprzyjemności dla smakołyka. Zasadniczo więc pomimo tego, że Tekla jest z całej trójki moich psów najbardziej predysponowana do zachowań agresywnych, to dzięki włożonej w nią pracy, zaufaniu i jej łakomstwu- w chwili obecnej jest „najbezpieczniejsza”.

14034773_922303734545505_1333158831950794147_n

Jeśli chodzi o czwartą i najmłodszą w rodzinie- to za wiele o niej nie mogę napisać, bo młode toto, głupie😉 , ale na pewno jest „niebezpieczna” z tytułu bycia szczeniakiem🙂 (serio piszę!)

14102736_179036145852211_2247767941505916293_n

Z życia wzięte: Trening klatkowy

Jestem zwolenniczką klatek- po pierwsze mam zupełnie zwyczajny dom, który nie jest szczeniakoodporny, a już w ogóle nie jest malinoodporny😉 A po drugie- sporo z psami podróżuję i dlatego pies spokojny w klatce to podstawa podstaw, a więc priorytet. Prosiłam hodowczynię o zapoznanie Aorty z transporterkiem, poza tym mała znała system zagródkowy, bo szczeniaki miały wydzieloną zagródkę w salonie. No ale jak przyszło co do czego, to się okazało, że może i Aorta zna zamknięcie, ale nie po to przecież zmieniła dom, by teraz siedzieć w kojcu! O ile pierwszą noc (zamknięta w zagródce w tym samym pomieszczeniu, co reszta psów- żeby nie czuła się samotna, bo przecież dotąd żyła tylko w stadzie złożonym z kilku psów!) jako tako przeżyła, po chwilowym darciu, wyciu i szczekaniu, o tyle w drugą dała stosowny popis🙂 Zdecydowana większość szczeniaków po pierwszym darciu paszczy i braku reakcji ze strony ludzi akceptuje to, że są zamknięte- widać tak musi być i już. Tak było z Veną, dla której klatka od początku była oczywistą oczywistością. Ale u Aorty okazała się problemem- w drugą noc darcia było więcej i częściej, a do tego ja przecież musiałam iść rano do pracy! Dlatego też wstałam odpowiednio wcześnie, wyciągnęłam paputa na spacer i takiego pełnego wrażeń wrzuciłam do kojca tuż przed wyjściem z domu- z opowieści wiem, że darła się, oj darła… Dlatego jako priorytet ustaliłam trening klatkowy- imienia nauczy się później😉 Po powrocie z pracy i wyszaleniu szczyla wraz z uprzątnięciem klatki (kto kiedykolwiek sprzątał klatkę wraz z rozbrykanym szczeniakiem ten wie, że łatwo nie jest) zaczęłam trening- maluch do klatki z czymś pysznym i czekam aż się zorientuje, że jest zamknięta. Następnie z cierpliwością wysłuchuję żali i czekam na pierwszą chwilę ciszy związaną z zaczerpnięciem oddechu- głośno chwalę i przez kraty podaję coś pysznego (surowe serce wołowe). I czekam na powtórkę. Po paru powtórzeniach zrobiłam przerwę na zabawę, a następnie wysikanego i zasypiającego szczeniaka zapakowałam do klatki na drzemkę. I tak caluśki dzień! Pod koniec miałam szczeniaka który albo po pierwszym tonie ucisza się i czeka na żarcie, albo zwyczajnie zasypia, na przykład po powrocie ze spaceru. W nocy trochę się komplikuje, bo po wypuszczeniu na załatwienie potrzeb fizjologicznych (zgodnie z zasadą, że szczeniaki zawsze sikają po jedzeniu, zabawie i spaniu jak najbardziej reaguję na nocne koncerty wyprowadzeniem na siku- w końcu też mi zależy, by mała się uczyła sygnalizowania i załatwiania potrzeb na zewnątrz) trzeba iść spać dalej i tutaj protesty były większe, bo nie latałam co chwilę nagradzać ciszę🙂 Ale im szybciej szczeniak zrozumie, że nocą się śpi, a w dzień bawi, tym lepiej dla wszystkich i to akurat trzeba będzie przeczekać cały czas prowadząc trening dzienny.

13083120_1025016610878796_639398684776185081_n

U mnie efekty było widać po tygodniu- Aorta przestała wyć i szczekać zamknięta, chociaż nadal chwilę popiskuje. W ciągu dnia większość czasu spędza albo zamknięta w pokoju z psami (jak jestem w pracy), albo zupełnie luzem, za to koło 22 pakowana jest do klatki i śpi w niej do 6 rano- obecnie prawie bez dźwięków. W klatce też spożywa posiłki i już sama biegnie do klatki czekając na michę🙂 Baaa, zamknięta w pokoju z psami sama często wybiera spanie w otwartej klatce!

Ważną zasadą treningu klatkowego jest to, że nie podchodzę w momencie, gdy szczeniak się drze (szczeka, piszczy itd.)- ZAWSZE czekam na chwilę ciszy. A po podejściu odczekuję chwilę aż maluch przestanie skakać po kratach i usiądzie na tyłku- dopiero wtedy otwieram drzwiczki.

13151998_1026145590765898_1403019917201338351_n

 

Z życia wzięte: szczeniaczek przy kości

Ale nie że gruby, tylko przy prawdziwej kości:

DSC_0458

Pory posiłku są doskonałą okazją do nauki dobrych manier. Mało który szczeniak pilnuje miski pełnej suchych kulek (no chyba że mamy malucha zebranego z ulicy, który cierpiał głód), ale nawet odchuchane szczeniaki mogą z zapałem bronić dostępu do pysznej kości pełnej mięsa. Dlatego jest to kolejna okazja do ćwiczeń, które pomogą szczeniakowi zrozumieć, że człowiek daje a nie zabiera. Daje- coś jeszcze fajniej pachnącego, ewentualnie drugą taką samą kość i wcale nie zabiera poprzedniej! Tak tak, każda chwila ze szczeniakiem jest okazją do nauki…

Z życia w wzięte: pierwsze dni w nowym domu

Nie wiem jak Wy, ale ja wybierając szczeniaka miałam już konkretne plany co do tego, co będzie robił, gdzie i z kim. Zresztą już sam wybór rasy był podyktowany tym, do czego szczeniak mi potrzebny. Tak więc ta mała kuleczka, która zaledwie parę dni temu zjawiła się w moim domu ma już starannie zaplanowaną przyszłość. Oczywiście, plany mogą się zmieniać, jako że w życiu nic nie jest idealne, na przykład doba ma zaledwie 24 godziny, a przecież pracować też trzeba…

14192649_180764249012734_6875868026658524760_n

Dlatego mam wobec obecnego malucha bardzo ambiwalentne odczucia- z jednej strony czuję podniecenie tym, że to taka „biała kartka”, że tyyyleee mogę „zapisać”, nauczyć, pokazać. Z drugiej strony jeszcze więcej mogę zepsuć… Tak naprawdę spoczęła na mnie duża odpowiedzialność za to, na jakiego psa Aorta wyrośnie i nie bardzo będę mogła zwalać wszystko na zaniedbania hodowcy😉 ewentualnie na to, że „maliny tak mają”😛 A do tego w tym wszystkim najśmieszniejsze jest to, że ja jej już planuję egzaminy tropieniowe, treningi mondioringu i seminaria obediencowe, a ona jeszcze nawet nie wie że się nazywa Orta😀😀😀

W każdym bądź razie wracając do pierwszych dni w nowym domu i zanim zaczniemy trening obrony😉 musimy opanować podstawy:

  1. reakcja na imię- przy okazji trzeba nauczyć pozostałe psy, że Orta jest tylko jedna😉
  2. sygnalizowanie i załatwianie potrzeb na zewnątrz, a w ostateczności na podkładzie- szczeniaki naprawdę sikają zawsze po spaniu, jedzeniu i zabawie. No zawsze- kto nie wierzy, niech sprawdzi. Dlatego pod tym względem robota jest łatwiejsza- wystarczy za każdym razem wynieść malucha w odpowiednie miejsce i nagrodzić po załatwieniu potrzeby (dodając do tego komendę, co z pewnością przyda się w przyszłości). Wpadki ignorujemy i sprzątamy. Oczywiście, latania jest co niemiara, ale lepsze (i szybsze!) to, niż wdeptywanie w kałuże.
  3. spokojne siedzenie w klatce-jest to dla mnie priorytet, jako że ja naprawdę dużo podróżuję z psami, jeżdżę na różnej maści seminaria, wystawy, zawody i szkolenia i moje psy muszą umieć w spokoju spędzać czas w zamknięciu. Póki co mam z tym najwięcej problemów, bo Orta, mimo doświadczeń z hodowli, bardzo i donośnie protestuje przeciwko zamykaniu jej gdziekolwiek- obojętne, czy jest to jej klatka, czy też płotek w psim pokoju. Dlatego na pewno zajmie nam to znacznie dłużej niż planowałam (no cóż, Vena od samego początku nawet nie pisnęła w proteście), ale musi być zrobione. Póki co Aorta ląduje w klatce na każdy posiłek i na spanie i jest nagradzana smakołykami za ciszę na pokładzie. Dodatkowo od razu uczę ją, że nie zostanie wypuszczona dopóki nie przestanie wokalizować i nie usiądzie na tyłku.
  4. siad- dla mnie komenda niezbędnik. Naprawdę moim osobistym zdaniem jest to podstawa podstaw i każdy pies musi mieć wyrobiony automatyczny i natychmiastowy siad. Ćwiczymy przy każdej okazji- przed wyjściem z klatki, z domu, przy zakładaniu obroży, przed daniem miski i kilka razy dziennie ot tak.
  5. socjalizacja ze światem- wprawdzie dopiero jedno szczepienie za nami, ale nie mam zamiaru zaprzepaścić najlepszego momentu na pokazywanie Orcie świata- kiedy chłonie jak gąbka. Dlatego od samego początku zabieram ją na krótkie (w końcu to jest naprawdę mały szczeniaczek) spacery- po osiedlu, przy ulicy, z dzieckiem na plac zabaw, ale też z całym stadem- do lasu. Na każdym spacerze szlifujemy reakcję na imię i siad.
  6. akceptacja dotyku- Aorta nie ma z tym problemu, ale i tak uczę ją tego, że mogę zaglądać w ząbki, w uszy, odchylać powieki czy nawet- bez podgryzania śmiesznie uciekającej szczotki wyczesać szczenięcy puch

A oprócz tego Aorta uczy się odpowiedniego podejścia do starszyzny, poznaje, co jej wolno a co nie i dostaje mnóstwo smaczków na wymianę za „łupy”: dywaniki łazienkowe (uwielbia!), narzuty, ukradzione ręczniki/części garderoby/buty, ale także szklane miseczki czy metalowe miski- coś, co mnie cieszy ogromnie!!! Oczywiście, to ciągłe wymienianie i pilnowanie by nie poszarpała na przykład firanki jest męczące, ale jeżeli w przyszłości pies ma aportować różne przedmioty to nie mogę w żadnym wypadku jej zniechęcać do noszenia rzeczy w paszczy. Z czasem się nauczy, co jest jej, a co nie.

Przy okazji wyszło kilka rzeczy, które należałoby dopracować u już-nie-najmłodszej-w-rodzinie😉