Książki o żywieniu naturalnym

Żywienie naturalne zdobywa coraz szersze grono zwolenników, dlatego cieszy fakt, że na rynku pojawia się coraz więcej książek poruszających temat diety surowej. Jako pierwsza pojawiła się książka pani Małgorzaty Olejnik „Pies na diecie BARF” i „Kot na diecie BARF”– obie pozycje z całego serca polecam tym wszystkim, którzy zastanawiają się nad przejściem na dietę surową i nie wiedzą, jak się za to zabrać. Obie książeczki są dość cienkie i zawierają absolutnie podstawową wiedzę o diecie naturalnej, o tym jak zacząć, co podawać i jak komponować posiłki.

d793518

Najnowszą pozycją na rynku jest cegła Izabeli Sekuły „W zgodzie z naturą. Biologicznie odpowiednia surowa dieta psa bez tajemnic”. Pani Izabela jest barwną i znaną postacią w świecie BARFerów, przez wielu uważana za guru, przez innych znienawidzona, bowiem podejście ma dość „sekciarskie” i restrykcyjne, potrafi też dosadnie komuś dogadać. Na fb prowadzi grupę o żywieniu naturalnym i odżegnuje się od nazwy BARF twierdząc, że propaguje Dietę Wilczą lub RAW, a przyczynę i różnicę pomiędzy BARFem i RAWem wyjaśnia w książce. Pani Izabela prowadzi też kursy na temat diety RAW i odpowiedniej suplementacji, na które naprawdę warto pojechać. Wracając do książki- wyczekiwałam jej z ogromną niecierpliwością, bowiem pani Izabeli można nie lubić jako człowieka (ja akurat lubię i to bardzo), ale wiedzę ma PRZEOGROMNĄ, zdobytą na czytaniu literatury fachowej i badań naukowych. I sporo tej wiedzy znalazło się w książce, liczącej prawie 350 stron i napisanej drobnym druczkiem 😉

3-okladka-mala

Po wstępnym przeglądzie książkę zakwalifikowałam do działu „lektur obowiązkowych”- które TRZEBA przeczytać, ZMUSIĆ SIĘ do choćby 10 stron dziennie. Dlatego ogromnie się zdziwiłam, kiedy czytanie pochłonęło mnie na tyle, że kontynuowałam relaksując się w wanie- po prostu książka jest napisana tak przystępnym i interesującym językiem, że czyta się ją niczym powieść, nawet rozdział o składnikach odżywczych 😉

Niestety, obie książki nie są pozbawione błędów- dotyczących produkcji suchych karm oraz przemysłu mięsnego. Pewnie, na rynku mamy zatrzęsienie karm o wartości odżywczej równej „psu zmielonemu z budą”, ale naprawdę przepisy dotyczące produkcji karm dla zwierząt są dość restrykcyjne (na przykład normy mikrobiologiczne dla karm surowych dla zwierząt domowych są ZNACZNIE wyższe od tych dotyczących surowego mięsa do spożycia dla ludzi!) i nieprawdą jest, jakoby można tam było wrzucać wszystkie odpadki. Ale o tym jakie są przepisy odnośnie karm napiszę wkrótce w osobnej notatce.

Reasumując- polecam obie książki dla osób zainteresowanych naturalnym żywieniem psów, a książkę Izabeli Sekuły- dla tych, którzy dietę już stosują.

Spacery grupowe: +100 do stresu ;)

Wyobraźcie sobie, że idziecie z dzieckiem na ogromny plac zabaw. Dzieciaków jest kilkadziesiąt- starsi chłopcy szaleją w małpim gaju, kilku gra w piłkę, paru biega. Część dzieci zjeżdża na zjeżdżalni, inne lepią zamki w piasku, dziewczynki bawią się w dom (a fe!! Ty antydżenderze 😛 ). Oczywiście, jak to między dziećmi- a to się pobiją o łopatkę, a to popchną, a to pokłócą… Ale zaraz zabawa zgodnie rusza dalej. Aż nagle na plac wpada Andrzejek- starszy, z lekka otyły chłopczyk, który w dzikim pędzie wpada do piaskownicy i rozdeptuje zamki. Jeszcze zaskoczone dzieci nie zdążyły ryknąć, gdy Andrzejek wyrwał jednej dziewczynce lalkę, drugą pociągnął za włosy, trzecią popchnął, po czym wykopał piłkę za teren placu zabaw, dał w nos starszakowi i sypnął piachem maluszkowi… I tak cały czas. Tato nie reaguje, bo wie pani, on tak tylko się bawi, poza tym to jest chłopak, musi się wyszaleć, a jego matka to qrwa, zostawiła mnie dla dentysty i Andrzejek bardzo to przeżywa…
Część rodziców zabiera dzieci w bardziej odległe miejsca placu zabaw, a część zostaje, bo albo ich dziecko Andrzejkowi odda, albo uważają, że przecież życie to nie bajka i niech się uczą.

Straszne, prawda? Coś takiego wydarzyło się ostatnio, tylko że nie dotyczyło dzieci, a psów. Udałam się  na grupowy spacer nad zamarznięty zalew. Przyjechało kilkadziesiąt psów- część już się znała, kilka było nowych, ogólnie psy bardzo fajnie się porozumiewały. Aż wpadł między nie- no właśnie, kto zgadnie, jakiej rasy był pies?  Wpadł i z zębami na wierzchu podleciał do pierwszego z brzegu psa, jazgocząc pokłapał mu zębami przed nosem i poleciał do następnego… i następnego… i kolejnego… A jak mu się udało jakiegoś skotłować, to brał go między łapy i gnoił. Właściciel- oczywiście, nie reagował, zresztą na smyczy miał drugiego, który najwyraźniej był jeszcze gorszy, bo cały spacer przeszedł na uwięzi. Na szczęście większość psów po pierwszej konsternacji zaczęło się bawić dalej, kuląc się tylko na chwilę, jak „Andrzejek” podbiegał. Czasem pan postanawiał reagować, wołając: „Andrzejek tak nie wolno,chodź, no chodź”- oczywiście, Andrzejek miał pana w nosie. Wraz z grupką osób zostaliśmy z tyłu, ale cały czas było słychać, że Andrzejek właśnie kogoś dopadł.
Morału nie ma, ale cały czas nie mogę dopatrzeć się celu zabierania takiego psa na grupowy spacer, bo ten pies niczego się nie nauczył- nie mógłby z takim poziomem emocji, poza tym nikt nawet nie próbował go czegokolwiek nauczyć! Jeżdżąc z małą Veną na spacery grupowe widziałam psa tej samej rasy, który też miał ogromne problemy z emocjami i rzucał się do każdego psa. Właściciele cały czas z psem (na smyczy!) pracowali i ze spaceru na spacer było widać postępy. W przypadku Andrzejka może być tylko gorzej, a ile psów w międzyczasie „zepsuje”? Zniechęci? Ech…

W zasadzie nie jestem wielką fanką spacerów grupowych. Baaa, kiedyś byłam ich ogromną przeciwniczką, ale teraz dopuszczam spacery grupowe w pewnych sytuacjach. Na pewno są lepsze niż place zabaw dla psów!!! I są psy, które świetnie się odnajdują na takich spacerach. Ale jest cała masa psów, która tego nie lubią, nie odnajdują się i dla których spacer, w ogromnej ilości psów, jest po prostu stresujący. Problem w tym, że niewielu, naprawdę niewielu właścicieli jest w stanie zaobserwować u swojego psa objawy ewidentnego stresu i „nielubienia”. Jeszcze mniej jest w stanie zrezygnować dla dobra swojego psa z takich spędów- bo pies wraca z takiego spaceru dosłownie wypompowany, jeżeli nie fizycznie, to na pewno emocjonalnie. I potem cały dzień go nie ma w domu, fajnie, co nie? Jeżeli spacery grupowe fundowane są takiemu psu od czasu do czasu, to nie jest to ogromnym problemem, ale bardzo często na takie spacery chodzi się przynajmniej co tydzień.

Z drugiej strony takie spacery są świetne dla psów problemowych- jeżeli wiemy jak pracować z takim psem! Tak samo w przypadku szczeniąt i młodzieży- pies ma okazję poznać mnóstwo różnych psów, pokomunikować się, poszaleć. Ale tak samo- właściciel musi wiedzieć, kiedy jego pies czuje się zagrożony, kiedy sytuacja go przerasta, jak mu pomóc i jak zaaranżować środowisko, by pies ze spaceru wyciągnął same pozytywy, oraz jak zniwelować ewentualne złe skutki.

Sama idea spacerów grupowych jest świetna: ot, mamy grupkę ludzi z psami, którzy spędzają razem czas- jeżdżą na dogtrekkingi, w góry, itd. Psy się znają, lubią. Umawiają się na dłuższy spacer. Spacer był super, psy zadowolone, ludzie też. Więc umawiają się na następny- kilka osób przyprowadza znajomych z kolejnymi, przyjacielskimi psami. Grupka się rozrasta, ciężko się umawiać za pomocą poczty pantoflowej, więc powstaje strona na fb. Ale właśnie w związku z tym, że strona jest publicznie dostępna, powstają regulaminy, zasady i porady jak sprawić, by spacery nadal były przyjemnością dla wszystkich. Zaczynają się pojawiać osoby z psami problemowymi- albo w asyście szkoleniowców, albo przeszkoleni, jak mają z psami pracować. I cały czas jest fajnie. Do momentu, w którym wpada Andrzejek… Przy czym założę się, że Andrzejek w parku czy na osiedlu też tak wpada, bo przecież nikt go na smyczy nie trzyma… A tak z mojego doświadczenia spacerowego na co dzień i grupowego (byłam na 5 spacerach w grupach po kilkadziesiąt psów) wynika, że na tym grupowym psy są po prostu fajne, podczas gdy na co dzień wolę unikać cudzych psów…

Można się jeszcze zastanowić nad spacerami w mniejszej grupie znanych psów- ale z własnego doświadczenia wiem, że ludzie nie potrafią czytać własnego psa bez względu na to, czy są n spacerze z 3 innymi, czy z 30 innymi 😉

Dlatego ZAWSZE należy BARDZO ROZWAŻNIE podejmować decyzję o tym, czy aby na pewno nasz pies się kwalifikuje na spacery grupowe- i zrezygnować, jeżeli widzimy, że pies sobie nie radzi, albo jego „radzenie sobie” okupione jest ogromnym stresem. Bo w końcu spacer- ma być przyjemnością. I tego się trzymajmy!

Co z tym Sylwestrem???

Ponieważ zostałam zasypana stosami wiadomości dotyczącymi Sileo, odpowiadam tutaj. Otóż o Sileo wiem w zasadzie tyle, co przed rokiem- czyli mało. Nadal mam te same wątpliwości dotyczące substancji czynnej, które dzielę z wieloma (kilkaset) kolegami/koleżankami po fachu. Co więcej, do wielu (kilkaset???) z nas nie zgłosił się żaden przedstawiciel tego leku, ale też my nie wykładamy na konferencjach 😉 A ponieważ nie wiem co sądzić, testować nie miałam okazji, toteż swojemu psu (jeden z 4 moich psów przeżywa huki) podam starą dobrą benzodiazepinę- testowaną na co najmniej kilkudziesięciu psach co roku, z doskonałym efektem.

Benzodiazepiny to grupa leków o działaniu przeciwlękowym, uspokajającym, nasennym, przeciwdrgawkowym, miorelaksacyjnym i amnestycznym. Dla nas znaczenie mają  dwa działania: przeciwlękowe (logiczne, po to podajemy) oraz amnestyczne- bowiem benzodiazepiny zaburzają pamięć krótkotrwałą, czyli pies nie zapamiętuje przykrych wydarzeń (stąd fajny lek dla psów, które muszą trafić na jakieś bolesne badania do lecznicy- bo pies nie zapamięta tych bolesnych wydarzeń i nie zrobi skojarzeń: boli=lecznica). Dodatkowo są stosunkowo bezpieczne w stosowaniu, mają odtrutkę i niestety- szeroki zakres dawkowania, toteż wypadałoby zrobić test, jak nasz pies reaguje na proponowaną dawkę. Dlatego warto chociaż dzień wcześniej skierować się do swojego lekarza weterynarii i poprosić o odpowiednią dawkę leku, ale jak jesteśmy totalnymi gapami, to nawet zakup leku w Sylwestra przysłuży się naszemu psu.

I tak tylko wspomnę o kilku ważnych i mam nadzieję OCZYWISTYCH rzeczach:

  • z psem wychodzimy ZAWSZE w dobrze dobranych szelkach i/lub obroży
  • pies MUSI mieć adresówkę!!!!
  • w Sylwestra idziemy na spacer (sikowy) wcześniej, zanim się rozstrzela kanonada
  • w okresie okołosylwestrowym proponujemy psu zajęcie umysłu, nie nóg
  • zaciemniamy okna, udostępniamy schronienia (preferowane „nory”), włączamy światła, radia i telewizje

POWODZENIA!!!

sylwester_psy

Seminarium „Motywacja, zabawa, aport” z Paulą Gumińską

Ostatnie dwa miesiące zapełnione miałam różnej maści seminariami, konferencjami czy warsztatami, oczywiście dotyczącymi psów. Z jednych jestem bardziej zadowolona, z innych mniej, niektóre to były pieniądze wyrzucone w błoto, ale są i perełki- jak na przykład seminarium o motywacji z Paulą Gumińską. Było to moje drugie! seminarium o motywacji z Paulą, ale z chęcią przejadę się i trzeci raz i mogę powiedzieć jedno- to są jedne z lepiej wydanych pieniędzy.

14717059_10206787711964785_5172876702024055908_n

Paula Gumińska jest czynną zawodniczką konkurencji frisbee i agility i ma 3 psy rasy (oczywiście) border collie. Jest też bardzo pozytywną osobą, bardzo ciekawie opowiada i stosuje niesamowicie plastyczne porównania (typu „dzika flądra” 😀 ). Jak sama mówi- ma „niewychowane” psy (na przykład ciągną na smyczy), w dodatku border collie 😛 , które startują w konkurencjach wymagających od psa dużego „nakręcenia”, a mimo to mogą być wzorem wychowania i opanowania dla wielu znanych mi psów. I właśnie o tym jest seminarium- jak wychować psa sportowego, z którym nie będzie ciężko mieszkać. Oczywiście sporo Paula mówi o motywacji, sposobach nagradzania i zabawy, ale przede wszystkim pokazuje swoje sposoby na wychowanie i nauczenie psa rzeczy przydatnych w zwyczajnym życiu, dzięki którym i w sporcie będzie nam łatwiej. 14520433_10206787730805256_3402043342151136672_n

Za pierwszym razem na seminarium pojechałam ot, bo zwolniło się miejsce, było blisko a ja miałam wolny dzień. Pojechałam z psem, o którym można powiedzieć wszystko poza tym, że ma problemy z motywacją, a mimo to wróciłam do domu z pomysłami na to jak przepracować pewne problemy wynikające z nadmiernej motywacji u mojego psa.  Za drugim razem pojechałam ze szczeniakiem- w celach przede wszystkim socjalizacyjnych- i kolejny raz wyciągnęłam sporo „perełek”, które na pewno ułatwią mi pracę z moimi psami. A wiecie dlaczego pojechałabym po raz kolejny? Bo każde seminarium jest „wyjątkowe”. Paula ma oczywiście jakiś program seminarium który jest stały dla wszystkich, ale szczegóły dostosowywane są do konkretnych psów. A że za każdym razem w seminariach biorą udział inne psy, z innymi problemami, właścicielami i sposobem pracy, toteż za każdym razem można dowiedzieć się czegoś zupełnie innego i absolutnie nie można się znudzić.

14725646_10206787727245167_833633343374663654_n

Recenzja: książki Zofii Mrzewińskiej

Mam bardzo bogatą kolekcję książek o psach- bez namysłu kupuję wszystko, co ukazuje się na rynku no chyba, że książka jest z cyklu tych totalnie podstawowych. Co więcej- wszystkie książki przeczytałam, niektóre raz, inne więcej niż 10 razy, wszystko w zależności od książki. Lubię też co jakiś czas wrócić do niektórych- tym sposobem po kilkunastu latach sięgnęłam ponownie po książki Zofii Mrzewińskiej, bo potrzebowałam czegoś „lekkiego” i przyjemnego jako lekturę do wanny. A pani Zofia pisze lekko, zabawnie i bardzo przyjemnie 🙂 I wiecie co? Po tych kilkunastu latach jej książki nic nie straciły- zawarta w nich wiedza jest jak najbardziej aktualna (!!!  a przecież tyyyleee się zmieniło!!!) podejście do psa- typowo rodzicielskie (no okej, można się czepiać słów typu „dominacja”, „rywalizacja” i „przewodnictwo”co nie zmienia faktu, że pani Zofia jest bardziej „Dog oriented” i pozytywna od osób deklarujących się jako pozytywne czy zorientowane na psa), sposób przedstawienia wiedzy- jasny i klarowny i zdecydowanie mogę powiedzieć, że to nadal są najlepsze na rynku książki szkoleniowe! Do tego książeczki są krótkie i zwięzłe (i dlatego książeczki), poprzeplatane historyjkami z życia wziętymi co najlepiej przemawia do czytającego. Brakuje im tylko zdjęć- nie ma co zapominać, że dzisiaj największe wzięcie mają książki przypominające niemalże komiksy 😉 chociaż ja akurat lubię treść bez zbędnych  zdjęć.

Książki autorstwa Zofii Mrzewińskiej: „Psim zdaniem”, „Zwykły niezwykły przyjaciel”, „Jak rozmawiać z psem”, „Po obu końcach smyczy” są jeszcze dostępne w niektórych księgarniach internetowych i kosztują niewiele- koło 15 złotych za jedną. Moim zdaniem żadna złotówka wydana na te książki nie będzie stracona, a jeżeli jeszcze do tego zastosujemy się do porad w nich zawartych- satysfakcja gwarantowana!

Lęk przed burzą/strzałami

Pies może bać się tylko burzy, bać się tylko strzałów, albo bać się jednego i drugiego. Albo, oczywiście, może nie bać się wcale- i to jest ideał, do którego dążymy 😉

Skąd się bierze lęk? Może być wrodzony, w takim wypadku już szczeniak wykazuje zachowania lękowe- chociaż nie zawsze! są głosy, że niekiedy lęk się włącza w pewnym wieku, najczęściej koło 3 roku życia i nie jest to związane z traumą. Bo drugim i częstym powodem lęku jest trauma- pies przeżywa na przykład trafienie piorunem w dom, ktoś życzliwy wrzuci mu petardę między nogi, lub też nieprzyjemne wydarzenie w życiu psa zbiegnie się z hałasem spowodowanym przez burzę i następuje niewłaściwe, ale całkiem logiczne skojarzenie faktów.

Objawy lęku są różne- do paniki i prób ucieczki z pomieszczenia, poprzez panikę i poszukiwanie bezpiecznego z punktu widzenia psa legowiska (pod wanną, w szafie, za tapczanem), aż po różnego natężenia niepokój i dyszenie.

Postępowanie- jeżeli pies wpada w panikę i ma problemy z funkcjonowaniem na co dzień, to warto się zastanowić nad wdrożeniem leczenia- czy to doraźnego podczas sytuacji, czy też nawet długotrwałego. Oczywiście leczenie powinien zaordynować lekarz weterynarii specjalizujący się w terapii zaburzeń zachowania i pamiętać należy, że same leki niczego nie rozwiążą- bo potrzebna jest jeszcze praca na co dzień.

Pies który szuka schronienia powinien mieć je zapewnione. Pies, który szuka wsparcia właściciela także powinien je otrzymać. I wiem, że wkraczam na śliski teren- w końcu od kiedy pamiętam tłuczono nam do głów, że czego jak czego, ale nie można pocieszać psa, bo zachowanie się nasili. No ale- czy można nagrodzić lęk (=emocję)? Można karaniem zwiększyć strach, ale przecież nie nagradzaniem! Za to- jak najbardziej można nagrodzić REAKCJĘ, która nie do końca może nam pasować. Dlatego wspierajmy psa, ale z głową! Czyli- zachować spokój, pozwolić psu na kontakt, jeśli tego potrzebuje- niech leży obok, nawet niech wejdzie na kolana jeśli na co dzień może, ale nie przerywajmy czynności po to, by psu poświęcać całą naszą uwagę. Po prostu- całym sobą należy pokazać, że nic się nie dzieje i nie ma powodu do strachu, a przy właścicielu pies jest bezpieczny.

Jeżeli nasz pies pomimo burzy/strzałów nie odmawia jedzenia, to można zastosować przeciwwarunkowanie- wyrobić w psie skojarzenie: burza=coś pysznego do jedzenia. Na przykład kong z mięsem/pasztetem w środku, kość wołowa do obgryzania czy też rozrzucone po dywanie smakołyki. Podobnie można postąpić z psem, który pomimo strachu ma ochotę na zabawę- także wyrabiamy w nim skojarzenie: burza=zabawa! Po kilku takich przypadkach może się okazać, że nasz pies na odgłosy burzy reaguje radością 😉

Kolejna metoda to odwrażliwianie, polegające na stopniowym przyzwyczajaniu psa do hałasu, na przykład poprzez puszczanie mu płyt z nagraniem burzy/strzałów. Problem z tą metodą jest taki, że po pierwsze to powinna być zastosowana w okresie, kiedy burz/strzałów nie ma- bo jedno wydarzenie może zepsuć całą dotychczasową pracę. A po drugie- często nie wiemy na co konkretnie reaguje pies, gdyż są doniesienia, że niektóre psy boją się wyładowań elektrycznych albo zmiany ciśnienia i to to, a nie hałas, powoduje lęk. Niemniej warto pomyśleć o tej metodzie przy całościowej pracy nad lękiem.

 

Z życia wzięte: Analiza psa pod względem agresji

O tym, że każdy pies może być agresywny pisałam nie raz. Dlatego postanowiłam na podstawie moich własnych i osobistych psów przeprowadzić dla Was analizę tego, na ile mogą się wykazać agresją. Nie wobec mnie, bo choć oczywiście jest to możliwe, to mamy do siebie na tyle dużo zaufania i wypracowanych zachowań, że ryzyko jest minimalne. Ale na przykład wobec mojego syna- który jest domownikiem i według większości ludzi powinien być na takich samych prawach traktowany przez psy, co mija się z prawdą. Przede wszystkim dlatego, że relacje wypracowuje sobie każdy osobno i to, co łączy mnie i moje psy nie przedkłada się nawet na mojego męża- jasne, jemu jest łatwiej pracować na bazie tego, co ja osiągnęłam, ale bez pracy włożonej w relacje efektu nie osiągnie. Jeśli chodzi o dziecko to sprawa w ogóle się komplikuje, bo nawet kilkunastoletnie nie zawsze jest w stanie świadomie postępować tak, by te relacje wypracować, toteż zazwyczaj to my, rodzice jesteśmy odpowiedzialni za właściwe stosunki na linii pies-dziecko. I niestety- cały czas musimy je nadzorować, gdyż zwyczajnie- dziecko jest dzieckiem, a pies jest psem i zarówno bycie dzieckiem jak i bycie psem może prowadzić do wielu problemów, w tym tych z agresją w pakiecie.

14107623_10206455450298451_2021443776347383910_o

Wracając do psów to tym, który budzi moje największe obawy jest rottweiler- ale nie dlatego, że jest rottweilerem! Tylko dlatego, że trafił do mojego domu jako 6-letni, w pełni ukształtowany pies. W związku z tym ja nie wiem, czy w ciągu tych 6 lat Elza nie miała złych doświadczeń z dziećmi, albo czy nie nabrała złych skojarzeń. A biorąc pod uwagę niektóre jej zachowania jest to prawdopodobne! Dodatkowo Elza ma parę zachowań, które dla mnie nie są problemem bo je wypracowałyśmy, ale nie próbowałam pracować nad nimi przy pomocy dziecka- na przykład pilnuje jedzenia. Przy czym patrząc po jej zachowaniu można wnosić, że kiedyś uczono ją oddawania jedzenia w sposób siłowy, bijąc, dlatego do tej pory jedzenie jest dla niej sytuacją stresową. Po przepracowaniu tematu ja nie mam problemu z odebraniem jej jakiegokolwiek pokarmu, ale już obcy, nieopatrznie znajdujący się w pobliżu, jest goniony z zębami. Dlatego jedzenie jest jedną z sytuacji, podczas których mogłoby dojść do zachowania agresywnego wobec mojego dziecka. Jakby Elza była psem młodszym, z mniejszymi naleciałościami, mogłabym się pokusić o próbę odkręcenia tej sytuacji, ale moim zdaniem- nie warto. Syna uczę tego, że absolutnie, pod żadnym pozorem nie można psu przeszkadzać w jedzeniu i tego się trzymam. A Elzie zwyczajnie zapewniam spokój i izolację, żeby nie musiała w stresie „łykać” jedzenia.

934135_1031173376930371_6847283569547675000_n

Kolejną rzeczą jest to, że Elza jest psem starym, ze zwyrodnieniami stawów i kręgosłupa. Dbam o to by nie odczuwała bólu na co dzień, ale jednak jest bardziej wrażliwa i ostrożna przy próbach dotyku w miejscach tkliwych. Ja o tym wiem i staram się unikać dotykania tych miejsc, no a dziecko- wiadomo. Tak samo jeśli chodzi o słuch- Elzie zaczyna powoli szwankować ten zmysł, jak się skupi to słyszy, ale zdarza jej się zamyśleć, albo zwyczajnie- spać tak głęboko, że nie słyszy nic. Czy w takiej sytuacji zerwana nagle ze snu poprzez dzieciaka nie mogłaby ugryźć w samoobronie, nieświadoma tego kto to? Pewnie że mogłaby! Dlatego ze względu na bezpieczeństwo i Elzy i syna stale ich nadzoruję. Jest to o tyle łatwe, że Elza zwyczajnie trzyma się mnie, więc w zasadzie zawsze mam ją przy sobie. Ale z drugiej strony- jest duża i często leży w ciągach komunikacyjnych, co powoduje że mój prędziutki syn albo przebiega koło niej z prędkością światła (tak tak, to też jest czynnikiem zwiększającym ryzyko pogryzień!), albo musi wręcz nad nią przejść (wiem wiem, według zwolenników teorii dominacji pies dominuje i dlatego wybiera te miejsca w związku z czym powinnam jej kazać za każdym razem się przesunąć, jak idzie moje dziecko, co spowodowałoby, że uznałaby syna za tego wyżej w hierarchii 😀 Ej no, serio??? Po pierwsze, to jakim cudem pies miałby uznać syna wyżej w hierarchii, skoro to ja jej nakazuję się przesunąć? Albo- dlaczego miałabym kazać staremu psu ze zwyrodnieniami, dla którego wstawanie jest w pewnym stopniu kłopotliwe, wstawać za każdym razem??? No i trzecia sprawa- a może po prostu ona kładzie się tam, bo ma najwięcej miejsca i najlepszy widok na mnie?). W każdym bądź razie- chociaż ryzyko oceniam na niskie (w końcu Elza jest bardzo miłym i sympatycznym rottweilerem, o dużych umiejętnościach społecznych i ogromnym zaufaniu do mnie), to jednak jak najbardziej istnieje. Plusem dla Elzy jest to, że ma ogromną kontrolę ugryzienia- jakby była u mnie od szczeniaka, to prawdopodobnie byłaby najbezpieczniejszym psem z całej 4.

13925094_1120466294667745_163675514635675232_n

Drugim psem, który mógłby ugryźć, jest Vena- od szczeniaka wychowany przeze mnie pies, bardzo socjalny, bardzo ufny, który przyszedł do domu już po narodzinach dziecka. Skąd więc lęk, że mogłaby ugryźć? Ano Vena jest psem, który łatwo wchodzi na bardzo wysoki stopień pobudzenia, a wtedy łatwiej o wymknięcie się spod kontroli. Mogłaby doskoczyć do dziecka trzymającego np. piłkę i niecelowo zadrasnąć go zębami, albo usiłować wręcz zabrać mu piłkę. Wprawdzie od samego początku zwracałam na to ogromną uwagę- że dziecko jest nietykalne, że piłka dziecka jest nietykalna itp., ale jednak nie mogę mieć 100% pewności, że zawsze Vena będzie pamiętała o  tej zasadzie. Dodatkowo Vena jest psem taranem- nie zwraca uwagi po czym (lub kim!) przebiega, co przy okazji przewraca, wpada na ludzi i meble… Nietrudno sobie wyobrazić, jakie szkody może spowodować u malutkiego dziecka! Dodatkowo nie wiem, czy Vena kontroluje siłę ugryzienia, bo też nigdy nie próbowała wobec nikogo zastosować zębów, ale patrząc na stopień pobudzenia mogę przypuszczać, że kontrola ugryzienia może być problemem.

14068217_1093528214027635_6751162970922461088_n

Najmniej boję się o reakcję agresywną ze strony Tekli, co jest dość paradoksalne, gdyż Tekla jest psem z którym najwięcej musiałam przepracować i w którego zdecydowanie włożyłam najwięcej pracy. Nie muszę ukrywać, że jestem niesamowicie dumna z efektu końcowego, bo cały czas pamiętam jakim problemowym szczeniakiem była Tekla od początku. Dość powiedzieć, że to mój jedyny pies który mnie ugryzł, i to z przebiciem skóry (co wskazuje że kontrola ugryzienia u niej żadna i gryząc może zrobić poważną krzywdę)- oczywiście moja wina tylko i wyłącznie. Na szczęście było to na samym początku naszej wspólnej drogi i nie powtórzyło się nigdy więcej- nie tylko dlatego, że ja nie dopuszczam do takich sytuacji, ale także dlatego, że problemy przepracowałyśmy. W każdym bądź razie Tekla jest niezwykle wrażliwa na punkcie swojego ciała, nie lubi zbyt bliskiego i intensywnego dotyku i ogólnie to typ wrażliwy, lękliwy i delikatny. Wbrew pozorom jest to ogromny problem, bo niewypracowany wrażliwiec użyje zębów za każdym razem gdy uzna, że jest w niebezpieczeństwie, czyli na przykład gdy ktoś go gwałtownie schwyci. Dlatego moją główną pracą nad Teklą było nauczenie jej akceptacji dotyku każdej części ciała i z każdą intensywnością- poczynając od muśnięcia, a na mocnym chwycie kończąc. Tak samo z nauką podnoszenia i unieruchamiania. Ogromnym ułatwieniem było (i jest) to, że Tekla jest w stanie narazić się na wiele nieprzyjemności dla smakołyka. Zasadniczo więc pomimo tego, że Tekla jest z całej trójki moich psów najbardziej predysponowana do zachowań agresywnych, to dzięki włożonej w nią pracy, zaufaniu i jej łakomstwu- w chwili obecnej jest „najbezpieczniejsza”.

14034773_922303734545505_1333158831950794147_n

Jeśli chodzi o czwartą i najmłodszą w rodzinie- to za wiele o niej nie mogę napisać, bo młode toto, głupie 😉 , ale na pewno jest „niebezpieczna” z tytułu bycia szczeniakiem 🙂 (serio piszę!)

14102736_179036145852211_2247767941505916293_n